poniedziałek, 20 czerwca 2011

Muffinkowa wariacja na temat hortensji ...

Ależ tytuł mi wyszedł ... ;) Wyjrzałam na internecie takie oto cuda i nie mogłam się odgonić od myśli, że przecież ja też takie umiem. Co widać po zdjęciach - nie umiem, ale chociaż się staram :) Zajęło mi to aż dwa dni, ale co i dlaczego zdradzać może nie będę... bo to wstyd. W każdym bądź razie z wypocin lekko zadowolona jestem, ale nie ulega wątpliwości, że należy popracować nad kształtem płatków :) 


 Przepis oryginalny tu a niżej podaję przetłumaczony przeze mnie więc nie wiem czy dobrze. 

Muffiny:
  • 2 szklanki cukru 
  • 1 3/4 szklanki mąki 
  • 3/4 szklanki kakao 
  • 1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia 
  • 1 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej 
  • 1 łyżeczka soli 
  • 2 jajka 
  • 1 szklanka pełnotłustego mleka 
  • 1/2 szklanki oleju roślinnego 
  • 2 łyżeczki ekstraktu wanilii (lub olejku waniliowego) 
  • 1 szklanka wrzątku (tu trzeba uważać bo lepiej w kubku ;) )

I jak to z muffinami bywa mieszamy wszystkie suche składniki w jednej misce. W drugiej misce mieszamy wszystkie "mokre" składniki poza wrzątkiem. Mieszamy ze sobą składniki suche i mokre a na koniec wlewamy szklankę wrzątku i dobrze mieszamy. Ciasto robi się dość płynne ale takie właśnie ma być. Muffinki wychodzą pyszne i leciutkie.

Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni celcjusza i pieczemy muffinki przez około 24 minuty.  (22-27min.) Z tej ilości ciasta wyszło mi aż 36 muffinów :)

Teraz zabieramy się za krem. Ja przekombinowałam i trochę nie wyszło więc albo proszę trzymać się przepisu, albo stworzyć swój krem, który nie będzie spływał z muffinek tylko ładnie na nich tworzył ozdoby :) Oryginał i moje tłumaczenie:

Krem waniliowy:

  • 1/2 szklanki masła (w temperaturze pokojowej) 
  • 3/4 szklanki kremowego serka (może być mascarpone) 
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (lub olejku waniliowego) 
  • 4 szklanki cukru pudru 
  • 2 łyżki śmietany kremówki

Mieszamy wszystko (poza cukrem pudrem) najlepiej ręcznie i nie aż tak dokładnie. Dodajemy powoli cukier puder i mieszamy aż do uzyskania gęstej masy. Dzielimy masę na pół i kolorujemy :) Niebieski łatwizna, bo są barwniki. A fioletowy miałam dzięki niebieskiemu barwnikowi i ... kilku kropel soku z buraka :) Wkładamy do lodówki aż masy zgęstnieją. Potem ozdabiamy, podziwiamy i zjadamy. Moje były bez podziwiania ;D


UDANEJ ZABAWY!

1 komentarz: