sobota, 26 października 2013

Mini-tartaletki orzechowe z gorzką czekoladą

     Przyszła jesień ... Ciepła, kolorowa i smaczna. Ze smakołyków ogrodowych pozostały już tylko orzechy włoskie zalegające pod toną liści. TONĄ LIŚCI! Zebrane wiadro tych smakołyków podsunęło mi pomysł na tartaletki orzechowe. Mini-tartaletki - w sam raz na jeden kęs :) Przepis szybki, łatwy i przyjemny ...




 Składniki:
  • 100 g orzechów włoskich
  • 150 g mąki pszennej
  • 130 g miękkiej margaryny
  • 1 łyżeczka cukru pudru
  • 2 - 3 łyżki letniej wody

     Orzechy mielimy i mieszamy z mąką. Dodajemy margarynę pokrojoną w kostkę, cukier puder oraz wodę. Wyrabiamy ciasto aż będzie spójną masą. Robimy z ciasta kulkę, zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na 1,5 godziny. Jeżeli się spieszymy to wkładamy ciasto do zamrażalki na 20 minut ;)



     
     Wyciągamy zziębnięte ciasto i walkujemy na ok. 3 mm. Formujemy tartaletki według własnego uznania ;) Ja chciałam uzyskać z nich małe miseczki więc nałożyłam powycinane kółka na spód blachy do mini-muffinek. Ciasto wychodzi kruche, coś na smak ciasta francuskiego więc nie przesadzajmy z wymyślnymi kształtami bo możemy się zdziwić efektem. Wkładamy ciastka do piekarnika nagrzanego do 170°C na 10-15 minut.




Masa:
  • 150 ml śmietany 30% 
  • 2 tabliczki gorzkiej czekolady
  • orzechy włoskie do ozdoby
      Śmietanę podgrzewamy w rondelku. Czekoladę siekamy na drobne kawałki i dodajemy do ciepłej śmietany. Mieszamy aż wszystko nam się roztopi i odstawiamy do ostygnięcia. Chłodną czekoladę rozlewamy do naszych tartaletek, dekorujemy orzechami i wkładamy do lodówki do całkowitego ostygnięcia. SMACZNEGO !



sobota, 7 września 2013

Zupa z dyni hokkaido

     Przepyszna! Jak jej bardzo nie lubię tak dziś wyszła wyśmienita! Nie wypada samemu siebie chwalić ale... inni potwierdzili. Dynia różna jest. Trzeba trafić na właściwą w smaku dla siebie. Ja po pierwszej próbie stwierdziłam, że o nie! - nigdy więcej bo jest "a fe!". Drugi raz zrobiła Siora i była całkiem całkiem bardzo dobra. Trzecia próba należała do mnie. I JESTEM DYNIA! ... tzn. DUMNA!




Składniki:
  • czerwoniutka dynia ok. 600 g
  • pomidory (śliwkowe bądź cherry) 500 g
  • bulion warzywny 1 l
  • gałązki świeżego tymianku (ok. 2 szt. długości 10 cm)
  • czosnek ( 6 ząbków)
  • sól, pieprz

     Pomidorki kroimy na połówki i kładziemy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Ząbki czosnku (3 szt.) lekko zgniatamy i kładziemy między pomidory. Czosnek nie musi być obrany. Po upieczeniu super odchodzi od skórki. Jedną gałązkę tymianku dzielimy i także układamy na pomidorkach. Solimy i pieprzymy. To samo robimy z dynią. Najważniejsze to usunąć pestki, które swoją drogą suszymy i zjadamy przy dobrym filmie ;0 Ja swojej dyni nie obierałam. Pokroiłam ją na sześć cząstek, poukładałam pozostały zgnieciony czosnek i przykryłam tymiankiem. Dodałam również soli oraz świeżo zmielonego pieprzu. Takie warzywne blaszki wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 160°C (termoobieg) na 40 minut. W międzyczasie przygotowujemy bulion warzywny (lub mięsny jak ktoś woli). Przed wyjęciem blaszek sprawdzamy czy dynia jest miękka. Jeżeli dynia nam zmiękła wyciągamy blaszki z piekarnika i pozostawiamy na chwilę do ostygnięcia. 


   
     Wywar warzywny pozostawiamy na gazie aby lekko wrzał. Ostudzoną dynię kroimy w kostkę. Moja dynia zmiękła tak znakomicie, że nie musiałam obierać jej ze skórki. Jeżeli skóra jest twarda, bądź po prostu macie opory z jej jedzeniem przed pokrojeniem obierzcie ją. Pomidory obieramy ze skóry. takie upieczone aż same z niej wyskakują więc nie zajmuje to zbyt dużo czasu :) Wrzucamy wszystko do gotującego się bulionu i gotujmy jeszcze chwilę przez jakieś 10 minut. Ja wrzuciłam również czosnek obrany ze skorupki oraz tymianek. Przypieczone przyprawy są bardzo aromatyczne ale ich smak jest lekko przytłumiony przez co zupa nie jest ostra w smaku. Po 10 minutach "wspólnego" gotowania miksujemy zupę na krem. I włala! Zupę mamy już dyni! :D Krem wyśmienicie smakuje z grzankami czosnkowymi lub np. z makaronem. Do koloru do wyboru ;)



SMACZNEGO ! 


 

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Makarony z białą czekoladą i truskawkami

     Próba trzecia - UDANA ! :D ... dana dana dana ... Strasznie się cieszę, że w końcu mi te skubańce małe wyszły. No dobra... prawie wyszły bo o jedną blaszkę za wcześnie zaczęłam się cieszyć. W tym miejscu na samym począteczku strasznie mocno chce podziękować Bee Sweet za nakierowanie mnie na tą książeczkę, dzięki której odniosłam swój mały osobisty sukces makaronowy :) A więc Bee Sweet - dziękuję najmocniej !




     Składniki:
  • 100 g białek ( u mnie to były dwa 2 jajka)
  • 25 g cukru
  • 200 g cukru pudru
  • 110 g migdałów (płatki migdałowe)

     Białka ubijamy z cukrem na sztywną pianę. Migdały mielimy na "mąkę". Płatki migdałowe mielimy na drobną "mąkę". Gdy zmielimy już migdały dodajemy do nich cukier puder i mielimy tak aby się składniki połączyły i ewentualne grudki w cukrze pudrze zniwelowały. Dodajemy teraz migdały z cukrem pudrem do naszej piany z białek i mieszamy. Aby uzyskać czerwony kolor dodałam barwnika spożywczego w żelu, który nie zmienia zbytnio konsystencji masy. W książeczce Tartalette opisała, że mieszanie nie powinno przekroczyć 50 ruchów. Moja masa dostała chyba więcej razy ale jak widać trzymała się dzielnie. Wykładamy na blachę papier do pieczenia. Masę przekładamy do rękawa cukierniczego (tak to się nazywa?) i wyciskamy na papier do pieczenia niewielkie kółka. Odstawiamy makarony na minimum godzinę. Białka powinny lekko stwardnieć od góry. Nagrzewamy piekarnik do 140°C i wkładamy ciacha na ok 15-18 minut - w zależności od wielkości kółek. Po upieczeniu odstawiamy do całkowitego ostygnięcia.


     Z okazji posiadania sporej ilości truskawek na ogrodzie oraz z powodu koloru moich makaronów nie mogłam nie zrobić ich o smaku truskawkowym :) Truskawka z białą czekoladą - PYCHOTA!

     Składniki:
  • 200 g śmietany 30% 
  • 2 tabliczki białej czekolady 
  • 6 dużych truskawek
     Truskawki wrzucamy do rondelka, mielimy na mus i dodajemy do nich śmietanę. Mieszamy i podgrzewamy na małym ogniu. W tym czasie kroimy białą czekoladę na małe kawałki. Im mniejsze uda nam się pokroić tym szybciej nam się roztopi. Mój kochany mąż przyniósł mi niestety białą czekoladę ... z orzechami. Musiałam więc się jeszcze bawić w wydłubywanie ... I to z trzech tabliczek ! A cholery jak kupujesz żeby zjeść to orzechów mało a w tych - nasadzone jeden koło drugiego ;) A miała być szybka masa ... Wracając do przepisu - posiekaną czekoladę wrzucamy do miski i zalewamy ciepłym musem z truskawek i śmietany. Mieszamy przez chwilę aby czekolada się roztopiła i do lodówki. Zastygniętą masą smarujemy jedną połówkę ciastka i nakładamy na to drugą. GOTOWE ! 

Dumna z wyrobu planuję kolejny atak na makarony ...


czwartek, 30 maja 2013

Truskawkowe ciacho

Nareszcie są! TRUSKAWKI! Najsmaczniejsze co może być!Niestety jeszcze nie moje bo słońce jak na razie nie chce współpracować z moimi sadzonkami ... Truskawki są kupne od Pani z bazarku :) A ciasto najłatwiejsze pod słońcem. Znalazłam je tutaj i pozwoliłam sobie na publikacje u mnie :)


Składniki:
  • 300 g mąki
  • 200 g cukru pudru
  • 250 g margaryny
  • 4 jajka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 0,5 kg truskawek (bądź więcej ;) )
    
     Margarynę miksujemy z cukrem pudrem na gładką masę i dodajemy po kolei jajka ciągle miksując. Następnie dodajemy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Dodajemy ją stopniowo aby dobrze nam się wymieszało całe ciasto. I włala ... :)
 

     Wylewamy ciasto do blachy wyłożonej folią. Posypujemy truskawkami i wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 180°C na ok. 40 minut. Wyciągamy, studzimy i posypujemy cukrem pudrem. Pyszności! SMACZNEGO !


Makaroniki nieudaczniki

Tak, tak... Nie udały mi się. Jest to już drugie nieudane podejście ale pierwsze z możliwością pokazania światu ;) Strasznie chcę je kiedyś zrobić tak, aby wyszły. Czorty małe nie są jednak taką prostą sztuką... przynajmniej dla mnie. Nad tymi męczyłam się przez caaaały weekend :) Nie wyglądają ale za to smakują. Są na prawdę pyszne i przypadną do gustu tym, którzy uwielbiają bezy. Przepis znalazłam na stronie Marthy Stewart ale troszkę go zmodyfikowałam, więc może dlatego wyszły jakie wyszły ...



Składniki:
  • 300 g cukru pudru
  • 250 g zmielonych migdałów
  • 5 białek (odstanych przez noc w temperaturze pokojowej)
  • szczypta soli
     Na początek ubijamy białka ze szczyptą soli na sztywną pianę. Mąkę z migdałów mieszamy z cukrem pudrem i przesiewamy przez sito. Przesianą mieszankę dodajemy po troszku do ubitych białek i delikatnie mieszamy. Ciacho musi być o konsystencji "lawy". Przygotowujemy sobie blachę na ciastka. Na papierze do pieczenia rysujemy okręgi, dzięki którym łatwiej zrobimy połówki o równych rozmiarach. Moje kółka miały 2,5 cm średnicy. Należy zachować odstępy między każdym kółeczkiem ok. 1,5 cm aby za bardzo się do siebie ciasteczka nie przytulały. Z wyżej wymienionych składników wyszły mi dwie blachy ciastek. No... dwie i jedna mała :) Trochę mi się rozrobiło. W sumie miałam ok. 75 połówek. Nagrzewamy piekarnik do 160°C. W międzyczasie nakładamy ciasto w narysowane kółka. Powstałe czubeczki możemy wygładzić zwilżonymi palcami.



     AHA! Po narysowaniu kółek polecam odwrócić papier na drugą stronę. Po upieczeniu moje ciastka zabrały ze sobą "rysunki" z papieru :) Przygotowane blachy z ciastkami wkładamy do piekarnika na 10-11 minut aż się zarumienią. Po upieczeniu dajemy do ostudzenia w chłodne miejsce. Powinny odstać się ok. 1 godziny. 


 


     Do takich ciasteczek możemy wykorzystać różne nadzienia w zależności od upodobań. Ja tym razem zdecydowałam się na masę czekoladową. Lekko podłamana tym, że makarony nie wyszły jak potrzeba wzięłam się za przygotowanie masy. I co? I stwierdzam, że w zdenerwowaniu nie można kuchcić... Pierwsza masa spłynęła w zlewie, bo nie chciała się skubana "ściąć". Za to druga wyszła znakomicie:

Masa: 
  • tabliczka gorzkiej czekolady
  • 200 g masła - najlepiej nie solonego
  • łyżka cukru pudru
      Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i odstawiamy aby lekko przestygła. Masło rozpuszczamy w rondelku i dodajemy cukru pudru. Mieszamy aby cukier się roztopił i dodajemy czekoladę. Mieszamy wszystko dokładnie i gotowe! Możemy nadziać ciacha. Najlepiej włożyć je do lodówki aby masa się zastygła. Wyciągamy tuz przed podaniem :) Tym razem ciacha ze mną wygrały ale następnym razem ... Wyjdą już tak jak trzeba !

     


sobota, 18 maja 2013

Galette malinowo-rabarbarowe

     W czerwcowym numerze Martha Stewart Living znalazłam taki twór o nazwie Galette. Zdjęcie piękne, że na sam widok ślina leciała mi strumieniami aż po same kostki. Więc wzięłam słownik w dłoń i zaczęłam piec ... bo musiałam :) W oryginalnym przepisie wypełnieniem były figi. Ja użyłam malin i rabarbaru.



Składniki:
  • 2 szklanki pełnoziarnistej mąki
  • 1/2 szklanki mąki kukurydzianej
  • 1 łyżka cukru
  • 1 kostka niesolonego masła
  • 1/4 szklanki bardzo zimnej wody

     Mąkę a w zasadzie dwie wsypujemy do miksera razem z cukrem i pokrojonym w kostkę masłem. Ja w naszych wspaniale wyposażonych sklepach niestety nie znalazłam niesolonego masła. Użyłam za to mało solonego :) Oryginalnie w przepisie była też mąka pszenna. Ja postanowiłam spróbować z pełnoziarnistą i powiem, że całkiem fajny efekt z tego jest. Oczywiście jeżeli ktoś lubi lekki posmak goryczki. Wracając do ciasta to mieszamy wszystko razem pulsacyjnie co chwilę dodając po łyżeczce wody. Gdy składniki nam się już połączą wyciągamy ciasto i zawijamy w folię spożywczą. Dajemy do lodówki na około godzinkę aby nam się dobrze schłodziło. Dla lepszego późniejszego wałkowania polecam utworzyć z ciasta krążek a nie kulkę :) W trakcie chłodzenia biegniemy na ogród (bądź do sklepu) po rabarbar. Walcząc z komarami i mrówkami wybieramy najpiękniejsze gałązki rabarbaru i czym prędzej uciekamy z łupem do domu. Obieramy rabarbar z ciągnących się nitek i kroimi na mniejsze kawałki według uznania. Malin niestety jeszcze nie ma w ogrodzie więc po kolejny łup wybrałam się w głąb zamrażalki.

     Po godzinie wyciągamy ciasto. Posypujemy stolnicę mąką co by nam się ciasto ze stolnicą za bardzo nie zaprzyjaźniły i wałkujemy na okrągły placek o grubości ok. 1/4 cm. Na sam środek wysypujemy mieszankę rabarbaru z malinami i zawijamy końce ciasta do środka, tworząc taką jakby miseczkę. Brzegi ciasta smarujemy roztrzepanym jajkiem. Całość posypujemy cukrem. Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni i wkładamy ciasto na ok 40-45 min. Po upieczeniu odstawiamy do schłodzenia. Przy moich łasuchach miałam szczęście, że w ogóle zdążyłam zrobić zdjęcie. O schłodzeniu się ciasta nie było mowy ;) Najlepiej smakuje z kulką lodów śmietankowych. SMACZNEGO !


piątek, 3 maja 2013

Odwrotne mini serniczki

    Mój pierwszy sernik więc musiał być w postaci mini :) Tak aby na wszelki wypadek nie zmarnować zbyt dużo sera. Foremki do tartaletek świetnie się do tego nadają. Potem jeszcze tylko galaretka i owoce. Niby proste ale niekoniecznie... Trochę sama na siebie ukręciłam bata bo miał to być SZYBKI deser ... ale opłaciło się :)



    Spody bądź jak w tym przypadku wierzchy serniczka to ciasto kruche, którego użyłam do tartaletek kajmakowych.

Składniki na ciasto:
  • 250 g mąki
  • 160 g masła
  • 100 g cukru pudru
  • 2 żółtka
    Masło, cukier puder oraz żółtka rozcieramy w malakserze. Dodajemy mąkę i 3 łyżki chłodnej wody, mieszamy aż wyrobi nam się ciasto. Zawijamy kulę ciasta w folię spożywczą i chłodzimy ok. 1 godziny w lodówce. Po wyjęciu z lodówki wałkujemy na grubość ok 3-5 mm w zależności jak gruby spód chcemy uzyskać. Formy do tarteletek smarujemy masłem i obsypujemy bułką tartą. Wykładamy na nich ciasto i pieczemy 10 minut w piekarniku rozgrzanym do 190°C.


Masa serowa:
  • 350 g sera półtłustego
  • 100 g masła
  • 2 jajka
  • 80 g cukru pudru 

    Najpierw mielimy ser razem z masłem. Minimum dwa razy ... Gdy już się z tym nawkurzamy i ser będzie zmielony mamy już z górki. Teraz wystarczy zmiksować ser, jajka i cukier puder na gładką masę. Dla wygodniejszych zamiast twarogu "do zrobienia" możemy kupić gotową masę serową do serników. Wtedy właśnie mamy "szybki deser" i humor nie zmącony maszynką całą obklejoną serem ... Zmiksowaną masę nakładamy do tartaletek i pieczemy ok. 20 minut w temperaturze 160°C. Studzimy i wkładamy do lodówki na całą noc.


    
    Ser elegancko się zastygł więc obracam tartaletki do góry dnem i w wydrążeniu nakładam nową galaretkę Winiary o smaku Blue Curacao. Do dekoracji kawałki kiwi i GOTOWE ! 
Smacznego ! 

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Jelly shots czyli niegrzeczne galaretki

  Ha! Ano tak... Mimo swoich tęczowych kolorów, swojego pięknego zapachu mają w sobie coś nie dla dzieci ;) Z wielkim zaciekawieniem czekałam na paczkę z Durszlaka. Gdy tylko przeczytałam nazwy tych galaretek do głowy przyszły mi ... kolorowe drinki! Pina Colada, Blue Curacao, Pink Margarita i oczywiście moje ulubione Mojito. Ten "deser" dla dorosłych jest szybki w przyrządzeniu i naprawdę efektowny na stole!



Składniki:
  • galaretki Winiary - Blue Curacao, Pink Margarita, Pina Colada, Mojito
  • 250 ml wódki (najlepiej smakowej)
  • torebka żelatyny

  Przygotowujemy galaretki według przepisu na opakowaniu. Do każdej z nich dodaję po łyżeczce żelatyny i mieszam aż wszystko ładnie się roztopi. Gdy galaretki troszkę ostygną dodajemy do każdej z nich alkohol. Wychodzi po 1/4 szklanki na każdy kolor. Jako pojemników do zrobienia galaretek użyłam jednorazowych kieliszków (plastikowych). Możemy różnie łączyć kolory ale pamiętajmy aby każda warstwa dobrze się "zcięła" przed nałożeniem kolejnej. W innym przypadku możemy stworzyć nieco inny aczkolwiek jednolity kolor ;) Udanej zabawy przy tworzeniu! :)




piątek, 5 kwietnia 2013

Fasola szparagowa na przywołanie wiosny

Ja nie wiem co się dzieje z tą wiosną w tym roku... Może skubana boi się tych naszych radarów i ciśnie piechotą? A może całkowicie się rozmyśliła i wpadnie tylko na moment w czerwcu na jakąś kawę i ewentualnie grilla gdy najdzie ją taka ochota. Nie wiem ale czekam na nią z utęsknieniem i wielkimi nerwami. Dla poprawy humoru trzeba zjeść coś dobrego, lekkiego i WIOSENNEGO właśnie. Ja zdecydowałam się na sałatkę z fasoli szparagowej. Mojej ulubionej :) Najlepsza jest z masełkiem lecz nie tym razem. Z uwagi na przymuszenie mojego męża dietą trzeba było obrać inne "odzienie" dla szparagówki, które prezentuję niżej.





Składniki: 
  • 400g fasoli szparagowej
  • 1 cebula średniej wielkości
  • rukola
  • sól gruboziarnista
  • 1 łyżeczka octu
  • 1 łyżka oliwy
  • pieprz


O tej porze roku musiałam niestety użyć fasolki mrożonej ale nie jest wcale taka zła. Żółta fasolka jest znakomita ;) Gotujemy ją w wodzie bądź na parze. Ja wybieram zawsze ten drugi sposób bo parowane rzeczy są smaczniejsze niż te z wody. Cebulę kroimy cieniutko. Do sałatki przygotowujemy lekki sos - mieszamy ocet z odrobiną soli morskiej oraz oliwą. Na koniec dodajemy świeżo zmielony pieprz. Gdy fasolka nam się ugotuje przelewamy ją zimną wodą żeby była jędrniejsza :) Mieszamy fasolkę z cebulą oraz sosem. Na talerzach rozkładamy po garści rukoli i wykładamy sałatkę. Najlepsze są podane z grzankami czosnkowymi z chleba razowego. Pyyyychota :) SMACZNEGO !










Tartaletki kajmakowe

Szybkie, łatwe i smaczne. Rozeszły się szybciutko niczym świeże bułeczki :) Chodziły mi po głowie od dłuższego czasu więc musiałam odkurzyć foremki do nich. Przepis na spody tart zrobiłam z przepisu na mazurek z Kwestii Smaku. Idealnie się nadaje na takie wypieki :)


Składniki na spody: 
  • 250 g mąki
  • 160 g masła
  • 100 g cukru pudru
  • 2 żółtka

Masło, cukier puder oraz żółtka rozcieramy w malakserze. Dodajemy mąkę i 3 łyżki chłodnej wody, mieszamy aż wyrobi nam się ciasto. I już :) Szybko, nie? Zawijamy kulę ciasta w folię spożywczą i chłodzimy ok. 1 godziny w lodówce. Po wyjęciu z lodówki wałkujemy na grubość ok 3-5 mm w zależności jak gruby spód chcemy uzyskać. Formy do tarteletek smarujemy masłem i obsypujemy bułką tartą. Mi wystarczyło ciasta na 7 foremek. Wykładamy na nich ciasto i pieczemy 15 minut w piekarniku rozgrzanym do 190°C.



Do wypełnienia potrzebujemy masy kajmakowej. Ja poszłam na łatwiznę i kupiłam puszkę gotowej już masy. Wypełniłam nią schłodzone spody, posypałam płatkami migdałów i GOTOWE! :)




sobota, 30 marca 2013

Wielkanocna szynka z ... dzika

Dzik wcale nie jest taki zły. Ten martwy oczywiście... i najlepiej żeby był już w kształcie szynki. Jedyną obawą jaka nam zostaje to „Czy ta szynka mi wyjdzie??”. Wyszła, choć jeszcze nie próbowałam. Zapach unosi się niesamowity i ślinka cieknie odkąd wyciągnęłam pieczeń z piekarnika. Przepis jest szybki i prosty a wszystko co potrzebne podaję poniżej. 



Składniki:
  • szynka z dzika (ok. 1,5kg)
  • 2-3 łyżki oliwy
  • aromatyczne zioła (majeranek, kminek, zioła prowansalskie, czubryca)
  • czosnek
  • ziele angielskie
  • pieprz ziołowy
  • pieprz cayenne
  • papryka słodka oraz ostra
  • 2-3 goździki
  • 3-4 jagody jałowca

Zioła mielimy, tłuczemy, rozcieramy i mieszamy razem. Dodajemy oliwę i nacieramy mięso. Mięso dajemy do rękawa i wkładamy do lodówki na 1-2 doby. Mój dzik marynował się tylko jedną dobę bo jak zwykle przygotowania do świąt rozpoczęte na ostatnią chwilę ;) Gdy mięso już się zamarynuje wyciągamy z lodówki, solimy i wlewamy trochę wody do rękawa. Nagrzewamy piekarnik do 180°C i pieczemy 1-1,5 godziny. Ja swoją szynkę piekłam w folii gdyż standardowo czegoś zabrakło - tym razem rękawa. Pod koniec pieczenia rozłożyłam folię i przypiekłam mięsko aby miało chrupiącą skórę. Uwielbiam takie pieczenie!


Już się nie mogę doczekać Wielkanocnego śniadania i spróbowania "dzikiej" szynki :) A za mięsko serdecznie dziękuję zapalonemu myśliwemu Marcinowi :)
Mamo Marcina - dziękuję za przepis !
 

niedziela, 9 września 2012

Słoneczniki

  A teraz prezentuję moje obiecane "cuda" ;). Wyszperałam na necie taki oto sposób przyozdobienia muffinów. Oczywiście jak widać daleko mi do ideału ale cóż, próbować trzeba. Na muffiny użyłam zwykłego przepisu beż żadnych dodatków.


 
Składniki: 
  • 2 szklanki mąki
  • 1 łyżka proszku do pieczenia
  • 2 łyżki cukru
  • 1 duże jajko
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 szklanka mleka
  • 1/2 szklanki oleju roślinnego 

Mieszamy osobno wszystkie składniki mokre i składniki suche. Na koniec mieszamy wszystko razem, ale nie aż tak dokładnie. Rozlewamy do foremek i pieczemy w piekarniku nastawionym na 200 stopni C przez 15-20 minut. 

Do ozdobienia użyłam masy z masła i cukru pudru. Lekko podlałam mlekiem. Nad masą niestety muszę trochę popracować i poszukać też lepszych barwników. Takie moje przygody ze słonecznikami :)


piątek, 7 września 2012

Chleb nadziewany

    Zaczynam tradycyjnym - "aaaale mnie tu dawno nie było" :-) Różne sprawy się działy, raz gorsze - bardzo gorsze, raz lepsze (zmiana nazwiska na "mniej popularne") ale wróciłam i pamiętam, że bloga jeszcze mam. Co pichcenie w kuchni to pamiętam, że blog jest i powinnam się dzielić ale po aparat jest taaak daleko strasznie daleko do drugiego pokoju, że ho ho. Chciałam się w powrocie pochwalić jakimś cudem, cudeńkiem lecz miasto moje kochane nie posiada niektórych składników, jakże potrzebnych i jakże podstawowych !! (więc pomijając moje nie-zdolności kuchenne - cuda będą następnym razem). Teraz pokażę mój ulubiony, wyczytany z SHAPE przepis na nadziewany chlebek - lekki !! Tak, kupuję SHAPE! Kupuję i za każdym razem obiecuję sobie, że tym razem poćwiczę. Jakże mylne jest moje podejście, że kupując, czytając i oglądając po prostu sama z siebie schudnę. No cóż... poczekam, zobaczę ;-)


Tymczasem podaję składniki na nadzienie:
  • chleb okrągły,
  • pęczek bazylii,
  • 30 dkg salami,
  • ser parmezan,
  • papryka grillowana.

To tyle do wypełnienia chlebka, ale... !! Potrzebne nam jeszcze będzie pesto. Teraz poszłam na łatwiznę i kupiłam gotowe. I tu muszę powiedzieć, że jak zwykle nie był to dobry wybór. Mimo tego, że nie jestem wyśmienitą kucharą to jednak moje wcześniejsze pesto było o wiele smaczniejsze. No cóż. Człowiek uczy się na błędach, kucharz też.

Pesto:
  • suszone pomidory,
  • orzechy piniowe ( nie są obowiązkowe)
  • bazylia
  • oliwa z oliwek.



Miksujemy wszystkie składniki razem i jest pesto :-) A dokładniej mówiąc: suszonych pomidorów dajemy dużo, czyli taki większy słoik sklepowy. Wiem, że to takie masło maślane ale każdy chyba według własnego uznania powinien ich nawalić. Ja kocham pomidory więc jak dla mnie pesto może się składać z pomidorów, bazylii, suszonych pomidorów, pomidorów. Pomidorów nigdy za wiele! Ale wracając przepisu to następnie dodajemy garść orzechów piniowych (niestety nie wiem jak wyglądają, nie dodawałam ich - kupiłam gotowe pesto i pewnie przez te orzechy mi nie smakowało ;-) ). Następny składnik to bazylia - dodajemy listki z całego pęczka bądź doniczki (u mnie w mieście dostępność takich ziół jest znikoma więc zostają supermarkety gdzie takie przysmaki dają w doniczkach). Dalej oliwa z oliwek, dodajemy tyle, żeby wszystko trzymało się ku... , siebie żeby się trzymało ale żeby nie pływało. No, to teraz dalej ...

    Przystępujemy do pracy z wypełnieniem. AHA! Przewertowałam wszystkie moje "shejpy" w poszukiwaniu tego przepisu. Niestety nie natknęłam się na niego więc wszystko idzie z głowy - czyli z niczego. Jak znajdę przepis - a będzie to zapewne w grudniu 2067 roku gdzie zapewne nie będę miała już sił na chociażby myślenie - to zrobię szybką aktualizację przepisu. OBIECUJĘ!


Bierzemy nasz chlebek, odkrawamy "pokrywkę" i wydłubujemy miąższ - tak aby powstał nam taki garneczek jak np. robimy chlebek do żurku. Środek chlebka smarujemy naszym pesto. Ale hola hola ! Nie całym... zostawiamy część pesto na jedną z warstw. I tak po kolei - jak już posmarowane pesto to kładziemy - listki bazylii, salami, ser - najlepszy parmezan ale jeżeli jesteśmy w posiadaniu innego to się nie krępujemy. Na ser kładziemy połowę słoika grillowanej papryki (tak, kupiłam na szybko słoikową, ale nie próbowałam jeszcze sama "ugrillować". Może to wynikać z moich umiejętności spaleniowych, w najlepszym przypadku przypaleniowych). Następnie znowu dajemy salami, smarujemy pesto, papryka, ser, bazylia i pokrywka z chlebka  na wierzch, która też jest posmarowana pesto - oczywiście od środka :-). Taki chlebek okrywamy ciasno! w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na całą noc. Chlebem musi być mocno ściśnięty folią i przyciśnięty od góry. Rodzina dziwiła się tym kamieniem w lodówce no ale cóż... czego się nie robi ;-) Na następny dzień wyciągamy i kroimy jak torcika. DE-LI-CJE !!



SMACZNEGO !!!

PS. Po dzisiejszym poście stwierdzam, że jestem mistrzem w nawiasach. Przepraszam i obiecuję poprawę... (ale ja mam tyle do powiedzenia w zanadrzu...)

niedziela, 31 lipca 2011

Pizza z cukinii

Tak, tak... z cukinii, a co! A że warzywo, a że zdrowa i nie tucząca... I mogłabym tak bez końca wymieniać mało prawdziwe historie na wytłumaczenie. Idę tokiem myślenia mojego kochanego chrześniaka, który na zdanie "Zjadłabym frytki ale miałam się zdrowo odżywiać" odpowiedział ... " No ale słuchaj, frytki to ziemniaki, nie? Ziemniak to warzywo a warzywa są przecież zdrowe!". I wszystko jasne w tym temacie ;) Więc dlaczego by nie pizza z cukinii ...


Składniki:
  • cukinia, wielkość obojętna, na małych plastrach można zrobić mini pizze ;)
  • ser żółty,
  • plastry wędliny, według uznania
  • przecier pomidorowy
  • oliwa z oliwek
  • zioła prowansalskie, sól, pieprz 
Kroimy cukinię w plastry, ok. 2 cm. Grubość taka, żeby utrzymała wszystkie dodatki nie rozpadając się przy tym :) Smarujemy plastry z każdej strony odrobiną oliwy z oliwek a następnie grillujemy plastry po 6-8 minut z każdej strony. Trzeba dobrze podsmażyć na grillu bo później piekarnik niestety nie da rady na tyle zmiękczyć cukinię. Gdy już wygrillujemy wszystkie plastry robimy sos do pizzy. Każdy ma pewnie jakiś swój ulubiony sos. Ja robię tak: mieszam sos pomidorowy z odrobiną wody, ziołami prowansalskimi. Doprawiam sola i pieprzem i .., "włalaaaa" - sos gotowy. Smarujemy sosem jedną stronę plastrów (najlepiej tą szerszą), nakładamy wędlinę bądź jakieś inne dodatki i nakładamy na wierzch ser żółty. Takie mini pizzerki wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 200°C na 10 minut (aż ser się ładnie roztopi i przyrumieni). Jeżeli ktoś z Was ma taki odjazdowy grill z przykrywką, można zamiast do piekarnika podpiekać do końca właśnie na takim grillu pod przykryciem. Ale wtedy to już samemu proszę czas smażenia ustalać - żeby nie było ;)GOTOWE ! Podajemy jeszcze cieplutkie i zjadamy ze smakiem :)


A dla spróbowania dwie sztuki zrobiłam z serem camembert - REWELACJA!



poniedziałek, 11 lipca 2011

Muffinów ciąg dalszy ...


 Ależ mnie wzięło na te muffiny... Albo nie ... Wzięło mnie na farbowanie żywności. Właśnie tak. Pewnie dlatego, że nigdzie nie mogę dostać ąni jednej farbki/barwnika !! Ja nie wiem, jak to jest, że w mieście gdzie mogę dostać wszystko (patrz giełda) nie mogę znaleźć normalnego w świecie barwnika do żywności?? Jedyny jaki mam to niebieski, kupiony gdzieś przez moją mamę, która ma nadprzyrodzone zdolności znajdywania rzeczy z pozoru niepotrzebnych. Tak więc zachciało mi się wesołych, kolorowych muffinów na te smutne ostatnio dni. Mi osobiście kojarzą się z Gumisiami ... taaaa... też nie wiem dlaczego bo brak jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Hmmm...a może dlatego, że ... niebieskie? W domu jak zwykle pustki, na dworze jak zwykle deszcz - jak na połowę lipca przystało! :/ Jedyne co udało mi się znaleźć to podstawowe składniki na muffiny, trochę porzeczek na ogrodzie i olejek - likier wiśniowy. Aaaa... i oczywiście niebieski barwnik! ;)



Składniki: 
  • 2 szklanki mąki
  • 1 łyżka proszku do pieczenia
  • 2 łyżki cukru
  • 1 duże jajko
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 szklanka mleka
  • 1/2 szklanki oleju roślinnego
  • 3 łyżeczki olejku o smaku likieru wiśniowego
  • szklanka czerwonych porzeczek
  • barwnik spożywczy 

 Tradycyjnie przy muffinach w jednej misce mieszamy składniki suche - mąka, proszek do pieczenia, cukier i sól - a w drugiej wszystkie składniki mokre - jajko, mleko i olej. Do mokrych dodajemy barwnik, zależnie od tego jaki kolor chcemy uzyskać. Po tych muffinach to ja już nawet tego niebieskiego barwnika nie mam ;) Łączymy składniki mokre i suche nie mieszając ich zbytnio. Dodajemy porzeczki. U mnie tylko szklanka bo raz... nie miałam cierpliwości do zrywania, dwa... resztki cierpliwości odebrały mi atakujące mnie mrówki. Nie wiem jak to się dzieje, ale mnie zawsze mrówki gryzą! I to boli. Ale oczywiście zgodzi się ze mną tylko ten, kogo też dziobią te wszędobylskie stwory. No... a ciastko na muffiny lekko mieszamy i rozkładamy między foremki. Napełniamy je do 2/3 wysokości. 




Na wierch posypujemy każdą formę kilkoma porzeczkami. Wkładamy formy do rozgrzanego do 200°C piekarnika i pieczemy ok. 15-20 minut. Trzeba sprawdzać czy są gotowe bo porzeczki trochę nam zwilżają ciacho. No... i to chyba tyle :) Muffiny są mało słodkie, kwaśne od porzeczek ... i w sumie brakuje im jeszcze polewy czekoladowej :)

SMACZNEGO!