czwartek, 30 maja 2013

Truskawkowe ciacho

Nareszcie są! TRUSKAWKI! Najsmaczniejsze co może być!Niestety jeszcze nie moje bo słońce jak na razie nie chce współpracować z moimi sadzonkami ... Truskawki są kupne od Pani z bazarku :) A ciasto najłatwiejsze pod słońcem. Znalazłam je tutaj i pozwoliłam sobie na publikacje u mnie :)


Składniki:
  • 300 g mąki
  • 200 g cukru pudru
  • 250 g margaryny
  • 4 jajka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 0,5 kg truskawek (bądź więcej ;) )
    
     Margarynę miksujemy z cukrem pudrem na gładką masę i dodajemy po kolei jajka ciągle miksując. Następnie dodajemy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Dodajemy ją stopniowo aby dobrze nam się wymieszało całe ciasto. I włala ... :)
 

     Wylewamy ciasto do blachy wyłożonej folią. Posypujemy truskawkami i wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 180°C na ok. 40 minut. Wyciągamy, studzimy i posypujemy cukrem pudrem. Pyszności! SMACZNEGO !


Makaroniki nieudaczniki

Tak, tak... Nie udały mi się. Jest to już drugie nieudane podejście ale pierwsze z możliwością pokazania światu ;) Strasznie chcę je kiedyś zrobić tak, aby wyszły. Czorty małe nie są jednak taką prostą sztuką... przynajmniej dla mnie. Nad tymi męczyłam się przez caaaały weekend :) Nie wyglądają ale za to smakują. Są na prawdę pyszne i przypadną do gustu tym, którzy uwielbiają bezy. Przepis znalazłam na stronie Marthy Stewart ale troszkę go zmodyfikowałam, więc może dlatego wyszły jakie wyszły ...



Składniki:
  • 300 g cukru pudru
  • 250 g zmielonych migdałów
  • 5 białek (odstanych przez noc w temperaturze pokojowej)
  • szczypta soli
     Na początek ubijamy białka ze szczyptą soli na sztywną pianę. Mąkę z migdałów mieszamy z cukrem pudrem i przesiewamy przez sito. Przesianą mieszankę dodajemy po troszku do ubitych białek i delikatnie mieszamy. Ciacho musi być o konsystencji "lawy". Przygotowujemy sobie blachę na ciastka. Na papierze do pieczenia rysujemy okręgi, dzięki którym łatwiej zrobimy połówki o równych rozmiarach. Moje kółka miały 2,5 cm średnicy. Należy zachować odstępy między każdym kółeczkiem ok. 1,5 cm aby za bardzo się do siebie ciasteczka nie przytulały. Z wyżej wymienionych składników wyszły mi dwie blachy ciastek. No... dwie i jedna mała :) Trochę mi się rozrobiło. W sumie miałam ok. 75 połówek. Nagrzewamy piekarnik do 160°C. W międzyczasie nakładamy ciasto w narysowane kółka. Powstałe czubeczki możemy wygładzić zwilżonymi palcami.



     AHA! Po narysowaniu kółek polecam odwrócić papier na drugą stronę. Po upieczeniu moje ciastka zabrały ze sobą "rysunki" z papieru :) Przygotowane blachy z ciastkami wkładamy do piekarnika na 10-11 minut aż się zarumienią. Po upieczeniu dajemy do ostudzenia w chłodne miejsce. Powinny odstać się ok. 1 godziny. 


 


     Do takich ciasteczek możemy wykorzystać różne nadzienia w zależności od upodobań. Ja tym razem zdecydowałam się na masę czekoladową. Lekko podłamana tym, że makarony nie wyszły jak potrzeba wzięłam się za przygotowanie masy. I co? I stwierdzam, że w zdenerwowaniu nie można kuchcić... Pierwsza masa spłynęła w zlewie, bo nie chciała się skubana "ściąć". Za to druga wyszła znakomicie:

Masa: 
  • tabliczka gorzkiej czekolady
  • 200 g masła - najlepiej nie solonego
  • łyżka cukru pudru
      Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i odstawiamy aby lekko przestygła. Masło rozpuszczamy w rondelku i dodajemy cukru pudru. Mieszamy aby cukier się roztopił i dodajemy czekoladę. Mieszamy wszystko dokładnie i gotowe! Możemy nadziać ciacha. Najlepiej włożyć je do lodówki aby masa się zastygła. Wyciągamy tuz przed podaniem :) Tym razem ciacha ze mną wygrały ale następnym razem ... Wyjdą już tak jak trzeba !

     


sobota, 18 maja 2013

Galette malinowo-rabarbarowe

     W czerwcowym numerze Martha Stewart Living znalazłam taki twór o nazwie Galette. Zdjęcie piękne, że na sam widok ślina leciała mi strumieniami aż po same kostki. Więc wzięłam słownik w dłoń i zaczęłam piec ... bo musiałam :) W oryginalnym przepisie wypełnieniem były figi. Ja użyłam malin i rabarbaru.



Składniki:
  • 2 szklanki pełnoziarnistej mąki
  • 1/2 szklanki mąki kukurydzianej
  • 1 łyżka cukru
  • 1 kostka niesolonego masła
  • 1/4 szklanki bardzo zimnej wody

     Mąkę a w zasadzie dwie wsypujemy do miksera razem z cukrem i pokrojonym w kostkę masłem. Ja w naszych wspaniale wyposażonych sklepach niestety nie znalazłam niesolonego masła. Użyłam za to mało solonego :) Oryginalnie w przepisie była też mąka pszenna. Ja postanowiłam spróbować z pełnoziarnistą i powiem, że całkiem fajny efekt z tego jest. Oczywiście jeżeli ktoś lubi lekki posmak goryczki. Wracając do ciasta to mieszamy wszystko razem pulsacyjnie co chwilę dodając po łyżeczce wody. Gdy składniki nam się już połączą wyciągamy ciasto i zawijamy w folię spożywczą. Dajemy do lodówki na około godzinkę aby nam się dobrze schłodziło. Dla lepszego późniejszego wałkowania polecam utworzyć z ciasta krążek a nie kulkę :) W trakcie chłodzenia biegniemy na ogród (bądź do sklepu) po rabarbar. Walcząc z komarami i mrówkami wybieramy najpiękniejsze gałązki rabarbaru i czym prędzej uciekamy z łupem do domu. Obieramy rabarbar z ciągnących się nitek i kroimi na mniejsze kawałki według uznania. Malin niestety jeszcze nie ma w ogrodzie więc po kolejny łup wybrałam się w głąb zamrażalki.

     Po godzinie wyciągamy ciasto. Posypujemy stolnicę mąką co by nam się ciasto ze stolnicą za bardzo nie zaprzyjaźniły i wałkujemy na okrągły placek o grubości ok. 1/4 cm. Na sam środek wysypujemy mieszankę rabarbaru z malinami i zawijamy końce ciasta do środka, tworząc taką jakby miseczkę. Brzegi ciasta smarujemy roztrzepanym jajkiem. Całość posypujemy cukrem. Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni i wkładamy ciasto na ok 40-45 min. Po upieczeniu odstawiamy do schłodzenia. Przy moich łasuchach miałam szczęście, że w ogóle zdążyłam zrobić zdjęcie. O schłodzeniu się ciasta nie było mowy ;) Najlepiej smakuje z kulką lodów śmietankowych. SMACZNEGO !


piątek, 3 maja 2013

Odwrotne mini serniczki

    Mój pierwszy sernik więc musiał być w postaci mini :) Tak aby na wszelki wypadek nie zmarnować zbyt dużo sera. Foremki do tartaletek świetnie się do tego nadają. Potem jeszcze tylko galaretka i owoce. Niby proste ale niekoniecznie... Trochę sama na siebie ukręciłam bata bo miał to być SZYBKI deser ... ale opłaciło się :)



    Spody bądź jak w tym przypadku wierzchy serniczka to ciasto kruche, którego użyłam do tartaletek kajmakowych.

Składniki na ciasto:
  • 250 g mąki
  • 160 g masła
  • 100 g cukru pudru
  • 2 żółtka
    Masło, cukier puder oraz żółtka rozcieramy w malakserze. Dodajemy mąkę i 3 łyżki chłodnej wody, mieszamy aż wyrobi nam się ciasto. Zawijamy kulę ciasta w folię spożywczą i chłodzimy ok. 1 godziny w lodówce. Po wyjęciu z lodówki wałkujemy na grubość ok 3-5 mm w zależności jak gruby spód chcemy uzyskać. Formy do tarteletek smarujemy masłem i obsypujemy bułką tartą. Wykładamy na nich ciasto i pieczemy 10 minut w piekarniku rozgrzanym do 190°C.


Masa serowa:
  • 350 g sera półtłustego
  • 100 g masła
  • 2 jajka
  • 80 g cukru pudru 

    Najpierw mielimy ser razem z masłem. Minimum dwa razy ... Gdy już się z tym nawkurzamy i ser będzie zmielony mamy już z górki. Teraz wystarczy zmiksować ser, jajka i cukier puder na gładką masę. Dla wygodniejszych zamiast twarogu "do zrobienia" możemy kupić gotową masę serową do serników. Wtedy właśnie mamy "szybki deser" i humor nie zmącony maszynką całą obklejoną serem ... Zmiksowaną masę nakładamy do tartaletek i pieczemy ok. 20 minut w temperaturze 160°C. Studzimy i wkładamy do lodówki na całą noc.


    
    Ser elegancko się zastygł więc obracam tartaletki do góry dnem i w wydrążeniu nakładam nową galaretkę Winiary o smaku Blue Curacao. Do dekoracji kawałki kiwi i GOTOWE ! 
Smacznego ! 

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Jelly shots czyli niegrzeczne galaretki

  Ha! Ano tak... Mimo swoich tęczowych kolorów, swojego pięknego zapachu mają w sobie coś nie dla dzieci ;) Z wielkim zaciekawieniem czekałam na paczkę z Durszlaka. Gdy tylko przeczytałam nazwy tych galaretek do głowy przyszły mi ... kolorowe drinki! Pina Colada, Blue Curacao, Pink Margarita i oczywiście moje ulubione Mojito. Ten "deser" dla dorosłych jest szybki w przyrządzeniu i naprawdę efektowny na stole!



Składniki:
  • galaretki Winiary - Blue Curacao, Pink Margarita, Pina Colada, Mojito
  • 250 ml wódki (najlepiej smakowej)
  • torebka żelatyny

  Przygotowujemy galaretki według przepisu na opakowaniu. Do każdej z nich dodaję po łyżeczce żelatyny i mieszam aż wszystko ładnie się roztopi. Gdy galaretki troszkę ostygną dodajemy do każdej z nich alkohol. Wychodzi po 1/4 szklanki na każdy kolor. Jako pojemników do zrobienia galaretek użyłam jednorazowych kieliszków (plastikowych). Możemy różnie łączyć kolory ale pamiętajmy aby każda warstwa dobrze się "zcięła" przed nałożeniem kolejnej. W innym przypadku możemy stworzyć nieco inny aczkolwiek jednolity kolor ;) Udanej zabawy przy tworzeniu! :)




piątek, 5 kwietnia 2013

Fasola szparagowa na przywołanie wiosny

Ja nie wiem co się dzieje z tą wiosną w tym roku... Może skubana boi się tych naszych radarów i ciśnie piechotą? A może całkowicie się rozmyśliła i wpadnie tylko na moment w czerwcu na jakąś kawę i ewentualnie grilla gdy najdzie ją taka ochota. Nie wiem ale czekam na nią z utęsknieniem i wielkimi nerwami. Dla poprawy humoru trzeba zjeść coś dobrego, lekkiego i WIOSENNEGO właśnie. Ja zdecydowałam się na sałatkę z fasoli szparagowej. Mojej ulubionej :) Najlepsza jest z masełkiem lecz nie tym razem. Z uwagi na przymuszenie mojego męża dietą trzeba było obrać inne "odzienie" dla szparagówki, które prezentuję niżej.





Składniki: 
  • 400g fasoli szparagowej
  • 1 cebula średniej wielkości
  • rukola
  • sól gruboziarnista
  • 1 łyżeczka octu
  • 1 łyżka oliwy
  • pieprz


O tej porze roku musiałam niestety użyć fasolki mrożonej ale nie jest wcale taka zła. Żółta fasolka jest znakomita ;) Gotujemy ją w wodzie bądź na parze. Ja wybieram zawsze ten drugi sposób bo parowane rzeczy są smaczniejsze niż te z wody. Cebulę kroimy cieniutko. Do sałatki przygotowujemy lekki sos - mieszamy ocet z odrobiną soli morskiej oraz oliwą. Na koniec dodajemy świeżo zmielony pieprz. Gdy fasolka nam się ugotuje przelewamy ją zimną wodą żeby była jędrniejsza :) Mieszamy fasolkę z cebulą oraz sosem. Na talerzach rozkładamy po garści rukoli i wykładamy sałatkę. Najlepsze są podane z grzankami czosnkowymi z chleba razowego. Pyyyychota :) SMACZNEGO !










Tartaletki kajmakowe

Szybkie, łatwe i smaczne. Rozeszły się szybciutko niczym świeże bułeczki :) Chodziły mi po głowie od dłuższego czasu więc musiałam odkurzyć foremki do nich. Przepis na spody tart zrobiłam z przepisu na mazurek z Kwestii Smaku. Idealnie się nadaje na takie wypieki :)


Składniki na spody: 
  • 250 g mąki
  • 160 g masła
  • 100 g cukru pudru
  • 2 żółtka

Masło, cukier puder oraz żółtka rozcieramy w malakserze. Dodajemy mąkę i 3 łyżki chłodnej wody, mieszamy aż wyrobi nam się ciasto. I już :) Szybko, nie? Zawijamy kulę ciasta w folię spożywczą i chłodzimy ok. 1 godziny w lodówce. Po wyjęciu z lodówki wałkujemy na grubość ok 3-5 mm w zależności jak gruby spód chcemy uzyskać. Formy do tarteletek smarujemy masłem i obsypujemy bułką tartą. Mi wystarczyło ciasta na 7 foremek. Wykładamy na nich ciasto i pieczemy 15 minut w piekarniku rozgrzanym do 190°C.



Do wypełnienia potrzebujemy masy kajmakowej. Ja poszłam na łatwiznę i kupiłam puszkę gotowej już masy. Wypełniłam nią schłodzone spody, posypałam płatkami migdałów i GOTOWE! :)




sobota, 30 marca 2013

Wielkanocna szynka z ... dzika

Dzik wcale nie jest taki zły. Ten martwy oczywiście... i najlepiej żeby był już w kształcie szynki. Jedyną obawą jaka nam zostaje to „Czy ta szynka mi wyjdzie??”. Wyszła, choć jeszcze nie próbowałam. Zapach unosi się niesamowity i ślinka cieknie odkąd wyciągnęłam pieczeń z piekarnika. Przepis jest szybki i prosty a wszystko co potrzebne podaję poniżej. 



Składniki:
  • szynka z dzika (ok. 1,5kg)
  • 2-3 łyżki oliwy
  • aromatyczne zioła (majeranek, kminek, zioła prowansalskie, czubryca)
  • czosnek
  • ziele angielskie
  • pieprz ziołowy
  • pieprz cayenne
  • papryka słodka oraz ostra
  • 2-3 goździki
  • 3-4 jagody jałowca

Zioła mielimy, tłuczemy, rozcieramy i mieszamy razem. Dodajemy oliwę i nacieramy mięso. Mięso dajemy do rękawa i wkładamy do lodówki na 1-2 doby. Mój dzik marynował się tylko jedną dobę bo jak zwykle przygotowania do świąt rozpoczęte na ostatnią chwilę ;) Gdy mięso już się zamarynuje wyciągamy z lodówki, solimy i wlewamy trochę wody do rękawa. Nagrzewamy piekarnik do 180°C i pieczemy 1-1,5 godziny. Ja swoją szynkę piekłam w folii gdyż standardowo czegoś zabrakło - tym razem rękawa. Pod koniec pieczenia rozłożyłam folię i przypiekłam mięsko aby miało chrupiącą skórę. Uwielbiam takie pieczenie!


Już się nie mogę doczekać Wielkanocnego śniadania i spróbowania "dzikiej" szynki :) A za mięsko serdecznie dziękuję zapalonemu myśliwemu Marcinowi :)
Mamo Marcina - dziękuję za przepis !
 

niedziela, 9 września 2012

Słoneczniki

  A teraz prezentuję moje obiecane "cuda" ;). Wyszperałam na necie taki oto sposób przyozdobienia muffinów. Oczywiście jak widać daleko mi do ideału ale cóż, próbować trzeba. Na muffiny użyłam zwykłego przepisu beż żadnych dodatków.


 
Składniki: 
  • 2 szklanki mąki
  • 1 łyżka proszku do pieczenia
  • 2 łyżki cukru
  • 1 duże jajko
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 szklanka mleka
  • 1/2 szklanki oleju roślinnego 

Mieszamy osobno wszystkie składniki mokre i składniki suche. Na koniec mieszamy wszystko razem, ale nie aż tak dokładnie. Rozlewamy do foremek i pieczemy w piekarniku nastawionym na 200 stopni C przez 15-20 minut. 

Do ozdobienia użyłam masy z masła i cukru pudru. Lekko podlałam mlekiem. Nad masą niestety muszę trochę popracować i poszukać też lepszych barwników. Takie moje przygody ze słonecznikami :)


piątek, 7 września 2012

Chleb nadziewany

    Zaczynam tradycyjnym - "aaaale mnie tu dawno nie było" :-) Różne sprawy się działy, raz gorsze - bardzo gorsze, raz lepsze (zmiana nazwiska na "mniej popularne") ale wróciłam i pamiętam, że bloga jeszcze mam. Co pichcenie w kuchni to pamiętam, że blog jest i powinnam się dzielić ale po aparat jest taaak daleko strasznie daleko do drugiego pokoju, że ho ho. Chciałam się w powrocie pochwalić jakimś cudem, cudeńkiem lecz miasto moje kochane nie posiada niektórych składników, jakże potrzebnych i jakże podstawowych !! (więc pomijając moje nie-zdolności kuchenne - cuda będą następnym razem). Teraz pokażę mój ulubiony, wyczytany z SHAPE przepis na nadziewany chlebek - lekki !! Tak, kupuję SHAPE! Kupuję i za każdym razem obiecuję sobie, że tym razem poćwiczę. Jakże mylne jest moje podejście, że kupując, czytając i oglądając po prostu sama z siebie schudnę. No cóż... poczekam, zobaczę ;-)


Tymczasem podaję składniki na nadzienie:
  • chleb okrągły,
  • pęczek bazylii,
  • 30 dkg salami,
  • ser parmezan,
  • papryka grillowana.

To tyle do wypełnienia chlebka, ale... !! Potrzebne nam jeszcze będzie pesto. Teraz poszłam na łatwiznę i kupiłam gotowe. I tu muszę powiedzieć, że jak zwykle nie był to dobry wybór. Mimo tego, że nie jestem wyśmienitą kucharą to jednak moje wcześniejsze pesto było o wiele smaczniejsze. No cóż. Człowiek uczy się na błędach, kucharz też.

Pesto:
  • suszone pomidory,
  • orzechy piniowe ( nie są obowiązkowe)
  • bazylia
  • oliwa z oliwek.



Miksujemy wszystkie składniki razem i jest pesto :-) A dokładniej mówiąc: suszonych pomidorów dajemy dużo, czyli taki większy słoik sklepowy. Wiem, że to takie masło maślane ale każdy chyba według własnego uznania powinien ich nawalić. Ja kocham pomidory więc jak dla mnie pesto może się składać z pomidorów, bazylii, suszonych pomidorów, pomidorów. Pomidorów nigdy za wiele! Ale wracając przepisu to następnie dodajemy garść orzechów piniowych (niestety nie wiem jak wyglądają, nie dodawałam ich - kupiłam gotowe pesto i pewnie przez te orzechy mi nie smakowało ;-) ). Następny składnik to bazylia - dodajemy listki z całego pęczka bądź doniczki (u mnie w mieście dostępność takich ziół jest znikoma więc zostają supermarkety gdzie takie przysmaki dają w doniczkach). Dalej oliwa z oliwek, dodajemy tyle, żeby wszystko trzymało się ku... , siebie żeby się trzymało ale żeby nie pływało. No, to teraz dalej ...

    Przystępujemy do pracy z wypełnieniem. AHA! Przewertowałam wszystkie moje "shejpy" w poszukiwaniu tego przepisu. Niestety nie natknęłam się na niego więc wszystko idzie z głowy - czyli z niczego. Jak znajdę przepis - a będzie to zapewne w grudniu 2067 roku gdzie zapewne nie będę miała już sił na chociażby myślenie - to zrobię szybką aktualizację przepisu. OBIECUJĘ!


Bierzemy nasz chlebek, odkrawamy "pokrywkę" i wydłubujemy miąższ - tak aby powstał nam taki garneczek jak np. robimy chlebek do żurku. Środek chlebka smarujemy naszym pesto. Ale hola hola ! Nie całym... zostawiamy część pesto na jedną z warstw. I tak po kolei - jak już posmarowane pesto to kładziemy - listki bazylii, salami, ser - najlepszy parmezan ale jeżeli jesteśmy w posiadaniu innego to się nie krępujemy. Na ser kładziemy połowę słoika grillowanej papryki (tak, kupiłam na szybko słoikową, ale nie próbowałam jeszcze sama "ugrillować". Może to wynikać z moich umiejętności spaleniowych, w najlepszym przypadku przypaleniowych). Następnie znowu dajemy salami, smarujemy pesto, papryka, ser, bazylia i pokrywka z chlebka  na wierzch, która też jest posmarowana pesto - oczywiście od środka :-). Taki chlebek okrywamy ciasno! w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na całą noc. Chlebem musi być mocno ściśnięty folią i przyciśnięty od góry. Rodzina dziwiła się tym kamieniem w lodówce no ale cóż... czego się nie robi ;-) Na następny dzień wyciągamy i kroimy jak torcika. DE-LI-CJE !!



SMACZNEGO !!!

PS. Po dzisiejszym poście stwierdzam, że jestem mistrzem w nawiasach. Przepraszam i obiecuję poprawę... (ale ja mam tyle do powiedzenia w zanadrzu...)

niedziela, 31 lipca 2011

Pizza z cukinii

Tak, tak... z cukinii, a co! A że warzywo, a że zdrowa i nie tucząca... I mogłabym tak bez końca wymieniać mało prawdziwe historie na wytłumaczenie. Idę tokiem myślenia mojego kochanego chrześniaka, który na zdanie "Zjadłabym frytki ale miałam się zdrowo odżywiać" odpowiedział ... " No ale słuchaj, frytki to ziemniaki, nie? Ziemniak to warzywo a warzywa są przecież zdrowe!". I wszystko jasne w tym temacie ;) Więc dlaczego by nie pizza z cukinii ...


Składniki:
  • cukinia, wielkość obojętna, na małych plastrach można zrobić mini pizze ;)
  • ser żółty,
  • plastry wędliny, według uznania
  • przecier pomidorowy
  • oliwa z oliwek
  • zioła prowansalskie, sól, pieprz 
Kroimy cukinię w plastry, ok. 2 cm. Grubość taka, żeby utrzymała wszystkie dodatki nie rozpadając się przy tym :) Smarujemy plastry z każdej strony odrobiną oliwy z oliwek a następnie grillujemy plastry po 6-8 minut z każdej strony. Trzeba dobrze podsmażyć na grillu bo później piekarnik niestety nie da rady na tyle zmiękczyć cukinię. Gdy już wygrillujemy wszystkie plastry robimy sos do pizzy. Każdy ma pewnie jakiś swój ulubiony sos. Ja robię tak: mieszam sos pomidorowy z odrobiną wody, ziołami prowansalskimi. Doprawiam sola i pieprzem i .., "włalaaaa" - sos gotowy. Smarujemy sosem jedną stronę plastrów (najlepiej tą szerszą), nakładamy wędlinę bądź jakieś inne dodatki i nakładamy na wierzch ser żółty. Takie mini pizzerki wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 200°C na 10 minut (aż ser się ładnie roztopi i przyrumieni). Jeżeli ktoś z Was ma taki odjazdowy grill z przykrywką, można zamiast do piekarnika podpiekać do końca właśnie na takim grillu pod przykryciem. Ale wtedy to już samemu proszę czas smażenia ustalać - żeby nie było ;)GOTOWE ! Podajemy jeszcze cieplutkie i zjadamy ze smakiem :)


A dla spróbowania dwie sztuki zrobiłam z serem camembert - REWELACJA!



poniedziałek, 11 lipca 2011

Muffinów ciąg dalszy ...


 Ależ mnie wzięło na te muffiny... Albo nie ... Wzięło mnie na farbowanie żywności. Właśnie tak. Pewnie dlatego, że nigdzie nie mogę dostać ąni jednej farbki/barwnika !! Ja nie wiem, jak to jest, że w mieście gdzie mogę dostać wszystko (patrz giełda) nie mogę znaleźć normalnego w świecie barwnika do żywności?? Jedyny jaki mam to niebieski, kupiony gdzieś przez moją mamę, która ma nadprzyrodzone zdolności znajdywania rzeczy z pozoru niepotrzebnych. Tak więc zachciało mi się wesołych, kolorowych muffinów na te smutne ostatnio dni. Mi osobiście kojarzą się z Gumisiami ... taaaa... też nie wiem dlaczego bo brak jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Hmmm...a może dlatego, że ... niebieskie? W domu jak zwykle pustki, na dworze jak zwykle deszcz - jak na połowę lipca przystało! :/ Jedyne co udało mi się znaleźć to podstawowe składniki na muffiny, trochę porzeczek na ogrodzie i olejek - likier wiśniowy. Aaaa... i oczywiście niebieski barwnik! ;)



Składniki: 
  • 2 szklanki mąki
  • 1 łyżka proszku do pieczenia
  • 2 łyżki cukru
  • 1 duże jajko
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 szklanka mleka
  • 1/2 szklanki oleju roślinnego
  • 3 łyżeczki olejku o smaku likieru wiśniowego
  • szklanka czerwonych porzeczek
  • barwnik spożywczy 

 Tradycyjnie przy muffinach w jednej misce mieszamy składniki suche - mąka, proszek do pieczenia, cukier i sól - a w drugiej wszystkie składniki mokre - jajko, mleko i olej. Do mokrych dodajemy barwnik, zależnie od tego jaki kolor chcemy uzyskać. Po tych muffinach to ja już nawet tego niebieskiego barwnika nie mam ;) Łączymy składniki mokre i suche nie mieszając ich zbytnio. Dodajemy porzeczki. U mnie tylko szklanka bo raz... nie miałam cierpliwości do zrywania, dwa... resztki cierpliwości odebrały mi atakujące mnie mrówki. Nie wiem jak to się dzieje, ale mnie zawsze mrówki gryzą! I to boli. Ale oczywiście zgodzi się ze mną tylko ten, kogo też dziobią te wszędobylskie stwory. No... a ciastko na muffiny lekko mieszamy i rozkładamy między foremki. Napełniamy je do 2/3 wysokości. 




Na wierch posypujemy każdą formę kilkoma porzeczkami. Wkładamy formy do rozgrzanego do 200°C piekarnika i pieczemy ok. 15-20 minut. Trzeba sprawdzać czy są gotowe bo porzeczki trochę nam zwilżają ciacho. No... i to chyba tyle :) Muffiny są mało słodkie, kwaśne od porzeczek ... i w sumie brakuje im jeszcze polewy czekoladowej :)

SMACZNEGO!

sobota, 2 lipca 2011

Ciastka z płatkami kukurydzianymi

Naaaaaajsmaczniejsze jakie jadłam. Oczywiście nie chwalę tu siebie - nie nie ... jeszcze nie teraz ;) Ciacha każdemu tak dobre wychodziły, wychodzą i wychodzić będą. Nawet ja nie potrafię tego przepisu spieprzyć :) Znalezione gdzieś w gazecie przez moją mamę i oczywiście szybciorem skopiowane. Idealne na poprawę humoru a i tuszy nie dodadzą za dużo bo tam mało co czekolady i cukru ...



Składniki:
  • 3 szklanki mąki
  • kostka margaryny
  • 2 jajka
  • 3/4 szklanki cukru
  • cukier waniliowy
  • 1/2 opakowania proszku do pieczenia
  • 5 szklanek płatków kukurydzianych
  • drobno połamana czekolada
  • drobno posiekane orzechy (ja użyłam laskowych)
  • słonecznik łuskany

No i do roboty: roztapiamy margarynę w rondelku na małym ogniu a następnie studzimy. Ucieramy jajka z cukrem waniliowym i ze zwykłym cukrem aż otrzymamy pienistą masę. Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia i stopniowo dodajemy do masy. Dodajemy roztopioną margarynę - oczywiście wystudzoną - i dokładnie mieszamy.Teraz wsypujemy nasze dodatki - płatki kukurydziane, słonecznik, pokruszoną czekoladę i orzechy. Znowu mieszamy.


Rozgrzewamy piekarnik do 180°C. Wykładamy na blachę pergamin i smarujemy lekko tłuszczem. Z masy formujemy kulki i spłaszczamy na blasze formując ciastka. Nie ma się co martwić, że płatki kukurydziane odstają - w tym właśnie całe piękno tych ciastek, że nie są idealne :) Wkładamy do piekarnika i pieczemy ok. 20 minut.   GOTOWE!

Do ciastek możemy dodawać co tylko chcemy. Mogą to być suszone owoce, rodzynki bądź wiórki kokosowe. Można dolać jakiegoś aromatu a nawet ... NAWET! polać czekoladą heheh ... Jak widać możliwości jest wiele, także proszę kombinować i dawać znać jakie Wam wyszły pysznotki.

SMACZNEGO!


poniedziałek, 20 czerwca 2011

Muffinkowa wariacja na temat hortensji ...

Ależ tytuł mi wyszedł ... ;) Wyjrzałam na internecie takie oto cuda i nie mogłam się odgonić od myśli, że przecież ja też takie umiem. Co widać po zdjęciach - nie umiem, ale chociaż się staram :) Zajęło mi to aż dwa dni, ale co i dlaczego zdradzać może nie będę... bo to wstyd. W każdym bądź razie z wypocin lekko zadowolona jestem, ale nie ulega wątpliwości, że należy popracować nad kształtem płatków :) 


 Przepis oryginalny tu a niżej podaję przetłumaczony przeze mnie więc nie wiem czy dobrze. 

Muffiny:
  • 2 szklanki cukru 
  • 1 3/4 szklanki mąki 
  • 3/4 szklanki kakao 
  • 1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia 
  • 1 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej 
  • 1 łyżeczka soli 
  • 2 jajka 
  • 1 szklanka pełnotłustego mleka 
  • 1/2 szklanki oleju roślinnego 
  • 2 łyżeczki ekstraktu wanilii (lub olejku waniliowego) 
  • 1 szklanka wrzątku (tu trzeba uważać bo lepiej w kubku ;) )

I jak to z muffinami bywa mieszamy wszystkie suche składniki w jednej misce. W drugiej misce mieszamy wszystkie "mokre" składniki poza wrzątkiem. Mieszamy ze sobą składniki suche i mokre a na koniec wlewamy szklankę wrzątku i dobrze mieszamy. Ciasto robi się dość płynne ale takie właśnie ma być. Muffinki wychodzą pyszne i leciutkie.

Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni celcjusza i pieczemy muffinki przez około 24 minuty.  (22-27min.) Z tej ilości ciasta wyszło mi aż 36 muffinów :)

Teraz zabieramy się za krem. Ja przekombinowałam i trochę nie wyszło więc albo proszę trzymać się przepisu, albo stworzyć swój krem, który nie będzie spływał z muffinek tylko ładnie na nich tworzył ozdoby :) Oryginał i moje tłumaczenie:

Krem waniliowy:

  • 1/2 szklanki masła (w temperaturze pokojowej) 
  • 3/4 szklanki kremowego serka (może być mascarpone) 
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (lub olejku waniliowego) 
  • 4 szklanki cukru pudru 
  • 2 łyżki śmietany kremówki

Mieszamy wszystko (poza cukrem pudrem) najlepiej ręcznie i nie aż tak dokładnie. Dodajemy powoli cukier puder i mieszamy aż do uzyskania gęstej masy. Dzielimy masę na pół i kolorujemy :) Niebieski łatwizna, bo są barwniki. A fioletowy miałam dzięki niebieskiemu barwnikowi i ... kilku kropel soku z buraka :) Wkładamy do lodówki aż masy zgęstnieją. Potem ozdabiamy, podziwiamy i zjadamy. Moje były bez podziwiania ;D


UDANEJ ZABAWY!

sobota, 8 stycznia 2011

Śniadaniowa pito-pizza

Tak mnie dzisiaj naszło, żeby zjeść na śniadanie coś innego niż ciągle te same kanapki z wędliną czy płatki na mleku. Naszła mnie ochota na ... pizzę. Pora śniadaniowa, więc pizzę trzeba by było jakoś lekko zmodyfikować na poranny rozruch. Ciasta też mi się nie widziało, żeby gnieść od rana jak przecież ledwo na oczy widzę. Szybki przegląd lodówki, szafek i piwnicy. I mam!. Pito-pizza! Chlebek pita się znalazł więc chyba może robić jako spód pizzy? Hmmm... Pizza na śniadanie to i pita jako spód może zadziałać ;)


Składniki (na 4 porcje):
  • 4 placki pita
  • 4 jajka
  • parmezan
  • mozzarella
  • 12 pomidorków koktajlowych
  • pęczek cebulki ze szczypiorkiem
  • oliwa z oliwek
  • sól morska
  • świeżo zmielony pieprz

Moje placki pita były malutkie, tak na jedną osobę. Jeżeli ktoś znajdzie większe można jednego placka użyć na dwie porcje ... lub na jedną dla większego łasucha :) 


Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 230°C. W tym czasie smarujemy placki oliwą z oliwek i nakładamy startego parmezanu i mozzareli tak, aby przykryło nam placki. Wkładamy do piekarnika na ok. 3 minuty, żeby serki ładnie nam się roztopiły. Wyciągamy placuszki i nakładamy resztę składników. Pomidorki przekrajamy na połówki, szczypiorek siekamy i wrzucamy wszystko na nasze "pizze".Wbijamy na każdy placek jedno jajko. Jajko. Niestety ja i jajka mieliśmy zupełnie inna koncepcję. Miały się ładnie trzymać środka, a one chyba chciały poszaleć bo się porozlewały. Musiałam więc je jakoś ujarzmić więc powkładałam placki do żaroodpornych naczyń. I mogłam bez obaw o ucieczki składników dokończyć przyrządzanie swojego śniadania. Pozostało nam jedynie posolić i po... posypać pieprzem :) Wkładamy do piekarnika na kolejne 5-6 minut. Gdy jajko ładnie nam się zetnie (żółtko powinno się lekko rozlewać) wyciągamy z piekarnika, posypujemy sobie jeszcze szczypiorkiem i od razu wcinamy cieplutkie. Naprawdę pychotka!


SMACZNEGO!

wtorek, 4 stycznia 2011

Gofry miastowe, nie-domowe

Witam wszystkich w Nowym Roku i oczywiście szczęścia, miłości i fantastycznych przygód w kuchni jak i w codziennym życiu życzę :)
  Z okazji "nowego" przyszły mi na myśl wspomnienia z przeszłości, a mianowicie o ... GOFRACH! Nie takich zwykłych, ulicznych, ale o takich domowych, maminych. Pamiętam jak za dzieciaka nie mogliśmy się ich w domu doczekać. Pamiętam jak kuzyn przylatując z Kanady na wakacje myślał tylko o gofrach. Pamiętam jak bawiąc się na dworze nic nie było w stanie przekonać nas do powrotu do domu... Nic poza hasłem "GOFRY JUŻ SĄ!!". Się pędziło z końca wioski żeby się tylko na ten smakołyk załapać od razu, a nie czekać całe 4 minuty na wypieczenie następnego. Ehhh ... i właśnie przez te wspomnienia zachciało mi się gofrów. Przeszukałam stare zeszyty mamy w poszukiwaniu tego jedynego przepisu. Natrafiłam na trzy! Tu pojawił się problem... Który to był??!!?? I nie wiem dlaczego, ale moja uwagę przykuł jeden z przepisów, taki ze strzałką i dopiskiem "podobno takie jak robią na mieście" a na dodatek z mąką ziemniaczaną. Nie wiem dlaczego zaczęłam robić właśnie te. Przecież chciałam swojskie, mamine ?? Czasami ciężko mi zrozumieć samą siebie. Chyba znowu wygrała ciekawość. Przepis prosty, przejrzyście napisany a jednak. Pierdoła kuchniowa zrobiła po swojemu i nie wyszło ... Tzn. wyszło tyle, że źle :)



Składniki:
  • 20 dkg mąki ziemniaczanej
  • 20 dkg mąki pszennej
  • 25 dkg cukru
  • cukier waniliowy
  • 200 g stopionej margaryny
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 5 jajek
  • olej sojowy
  "Jajka ubić z cukrem i dodać resztę składników. Zostawić na 10-15 minut." No właśnie, jajka ubić z cukrem. Tego nie doczytałam. Stwierdziłam, że trzeba zrobić tak jak robiła to mama. Wszystko do jednej michy i wymieszać. Dlatego też moje gofry były jakieś takie bez polotu. Nie były hmmm... "puszyste"? Jakoś tak. Ale w smaku były całkiem smaczne. Z lodami rewelacyjne. Z tym, że jeden gofr zatyka już porządnie, a te "domowe" to można wciągać jeden za drugim ... No chyba, że już stara jestem i pamięć mnie myli ;) bądź apetyt nie ten. 


Nasze gofry zjedliśmy z kulką lodów bakaliowych - kupnych. Mimo to było pysznie. Wczoraj. A dziś słońce i księżyc uraczyły nas takim oto widokiem.

  
Życzę SMACZNEGO! I pamiętajcie: jajka najpierw ubić z cukrem! ;)