poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Kurczak super light

     Uszczuplania ciąg dalszy. Tym razem propozycja obiadowa czyli odchudzone cycki kurze. Odchudzone bo marynata to chwilowa i minimalistyczna ;) No i kurzę potraktowane z piekarnika i dobite na koniec grillem... ale tylko od góry żeby sie zrumienił. Do takich lekkich dań oczywiście najlepszym dodatkiem jest ... ruch. Najgorzej to się do tego zabrać, a potem to już najgorsze jest gdzieś tak w połowie drogi ... Jak z tym początkiem sobie radzę tak w tej połowie pluję sobie w brodę, że 'po co', i że 'teraz taki kawał do domu'. Tym razem mąż zabrał mnie na rower. Rower fajna sprawa, relaksuje - no, chyba, że się jedzie szybko ;) Ja w takcie treningu mam tak, że w głowie dzieją się niestworzone rzeczy. Milion przeróżnych pomysłów, dwie tony przekleństw zmęczeniowych i inne takie. Teraz zrodziła się taka myśl "Triathlon Ironman w Gdyni! Tak, chcę ukończyć triathlon". Przecież od czegoś ma się marzenia... Jechało się fajnie. Pedałowałam na rowerze jak szalona. Gdzieś tak ok. 10 kilometra spuchłam jak dupa po pączkach. "Triathlon hahahah... Durna!" Najpierw to trzeba do domu wrócić. Mąż przeciągnął mnie jeszcze przez 17 dodatkowych kilometrów... Triathlon ... Jak ja na to w ogóle wpadłam ...  Zmęczenie po jeździe daje jednak radość, największa jest z tego, że jest się już po! Wracając jednak do kurzych piersi ...
 

 
Składniki:
  • piersi z kurczaka (u mnie 4 bo tyle paszcz)
  • 5 łyżek oliwy z oliwek 2
  •  żabki czosnku,
  • garść natki pietruszki
  • gałązka świeżego rozmarynu
  • gałązka świeżego włoskiego lubczyku
  • sok z połowy limonki
  • szczypta soli
  • świeżo zmielony pieprz
 
 
     W sumie to nie taka minimalistyczna ta marynata ... Na początek wspomnę, że lubczyk może być rownież nasz rodzimy. Ja mam ten włoski bo nasz uparcie mi pada i nie chce w ogrodzie wyrastać. Smakują tak samo (chociaż wydaje mi się, że włoski jest delikatniejszy w smaku) a różnią sie wyglądem. Włoski wygląda jak niebieski rozmaryn ;) Wszystkie składniki - oprócz piersi - miksujemy razem. Zalewamy piersi marynatą i odstawiamy do lodówki na 15 minut. W tym czasie nastawiamy piekarnik na 220°C. Po 15 minutach w lodówce wrzucamy piersi na 15 minut do piekarnika.
 
 
 
     Przykryjcie piersi folią aluminiową (z paroma dziurkami) żeby nie wyschły. Na koniec ustawiłam jeszcze górny grill, ściągnęłam folię i przypiekłam mięso przez ok. 5 minut. Pychota! Takie mięsko podałam na sałatce z pomidora i rukoli (garść rukoli, pomidor, łyżeczka musztardy, 2 łyżeczki oliwy, pieprz) z pełnoziarnistym makaronem i ... frytkami z cukinii. Frytki też z piekarnika więc coś tam trochę zdrowo. W końcu wprowadzamy się powoli, tak?! ;) SMACZNEGO!

 
 
 
PS. Nie, to nie piwo w szklance... To schłodzona zielona herbata :)
 
 
 

niedziela, 7 sierpnia 2016

Banan, gruszka i pietruszka

... i wszystko w temacie. Banan na siłę, gruszka na ... wiadomo na co i pietruszka na dobry humor, i załadowanie dodatkowej witaminy C. A no tak. Odchudzam trochę bloga a przynajmniej postaram sie w miarę możliwości i zachcianek nie gotować za tłusto i za bardzo niezdrowo. Łaj? Po ostatnim występie biegowo przeszkodowym stwierdziłam, że ciężko dźwiga się tą masę. Choć tu jeszcze nie był może taki problem. Sęk w tym, ze zostałam uwieczniona na kilku zdjęciach. I TU zaczął sie problem. Lycra i woda nie pozostawiają żadnych złudzeń, że może jeszcze jest dobrze. Mym oczom ukazał sie zasób opon, którego niepowstydzil by sie kazdy szanujący sie wulkanizator. Nigdy nie byłam zbyt blisko 'miss' ale tutaj śmiało mogłabym zostać 'miss michelin' lub też całkowicie zdetronować dotychczasowego ludzika. Nie myślcie też, że ten mikso smoothie to mój obiad. Nie, to tylko przekąska. Wprowadzajmy się przecież powoli. Trzeba uważać na szok pojedzeniowy ... A ta przekąska ponoć lepsza niż kabanos (nie wierzę, że to napisałam!).
 

 
Składniki:
  • 2 banany
  • 2 gruszki
  • garść zielonej pietruszki 
 
 
 
 
No i co? Miksujemy i pijemy. Szybciej się nie da ;) SMACZNEGO!
 
PS. Teraz to naprawdę będzie zamiast czekolady ...
 
 
 

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

To trzeba przeżyć!

     Tym wpisem się chwalę. Czym? Spełnianiem marzeń, pokonywaniem własnych słabości. Osiąganiem tego co pozornie wydaje się niemożliwe. Niby taka przyziemna rzecz a jednak przeżycia trochę nie z tej ziemi.
 

 
 
     Ja - pani z biura, nudna księgowa z nieustannym bitch face'm. Ja - nieudolna kura domowa, barwiąca ciuchy w praniu i chodząca śmierć wszystkich domowych kwiatów. Ja - matka z dzieckiem przy cycu i obsranymi pieluchami, matka pierwszaka z głową bolącą od miliona pytań. Ja - kobieta bez formy nie licząc tej do ciast, ze strzelającymi kolanami i łokciami tenisisty, które to tenis widziały jedynie w tv. JA pokonałam samą siebie i przekroczyłam metę RUNMAGEDDONU! Jak było? Tak jak zapowiadali - było piekło! Jak to powiedziała kobieta na trasie 'Każdy biegnie ze swoimi demonami' (Gosia całuję i trzymam kciuki za słońce w Twoim życiu! Pokonałaś zło Runmageddonu - pokonasz wszystko! :* ) Ja swoje demony przegoniłam!

 
     Skąd taki pomysł? Zobaczyłam zajawkę na fejsie i chciałam to przeżyć. Ta myśl chodziła za mną baaardzo długo. Dużo chęci jeszcze więcej stresu. Wraz ze mną czaiły się jeszcze cztery inne osoby (mąż nieświadomy niczego został zapisany siłą ;). Wyłapaliśmy się w komentarzu pod postem o Rekrucie we Wrocławiu... a później jakoś się potoczyło. Stworzyliśmy drużynę, nadaliśmy jej nazwę odpowiednią do naszych możliwości i wybraliśmy godzinę początku tego piekła. Tak powstały FightŁapy! Poznaliśmy się tuż przed startem i ruszyliśmy. Na trasie kumulacja wszystkiego - wariactwo, współpraca,błoto, siła, życzliwość, pot, strach, radość. Adrenalina zrobiła swoje i nie pozwoliła się zastanawiać nad żadną przeszkodą. Po prostu lecisz! Wytężasz mięśnie o których istnieniu nawet nie wiedziałeś. Za okazaną pomoc odwdzięczasz się pomocą komuś innemu. Kto by pomyślał, że jestem w stanie podrzucić kobietę na ściankę! Meta jest wybawieniem z tego piekła. Morda sama się cieszy a zmęczenie dopada dopiero na drugi dzień. W trzecim dniu boli Cię sama myśl o wstaniu z łóżka. Ale to jest dobry ból...



Mężu, Kasiu, Agato, Michale i Piotrze vel. Bartku dziękuję za zajebiste wspomnienia. Twórzmy je dalej! Robimy WETERANA!
 
PS. A Ty jak zawierasz nowe znajomości/przyjaźnie?
 
PS.2. Dzieci zostały zarażone na Runmageddon KIDS i coś mi się wydaje, że to nie ich ostatni start.

 

poniedziałek, 25 lipca 2016

Jabłecznik z dziadkowych papierówek

     Papieróweczki! Najlepsze psiary pod słońcem, najsmaczniejsze ze wszystkich jabłek. Mam je teraz w ilości wora sztuk jeden. W prezencie od dziadków dla wnusiów. Takie prezenty najlepsze, prawda?! Jak zobaczyłam ilość do obierania to zaczęłam się zastanawiać czy ja te papierówki naprawdę tak lubię... Na pierwszy rzut poszedł jabłecznik. I po jego spróbowaniu utwierdziłam się w przekonaniu, że jednak mogę obierać te papierówy. Jak widzicie moje ciasto jest ciapate w kropki. To za sprawą nasion chia, które z powodzeniem mogą zastąpić brak jajka. Po dodaniu wody robi się z nich podobny glut.
 
 

Składniki na nadzienie:
  • 1kg jabłek
  • 2 łyżki cukru
  • 2 łyżeczki cynamonu
 
Składniki na ciacho:
  • 500g mąki pszennej
  • 150g cukru, 3 żółtka
  • 1 łyżka nasion chia
  • 1 łyżka jogurtu naturalnego
  • 250g masła
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki bułki tartej do obsypania 
 
     Jabłka obieramy, wydłubujemy środki i kroimy na mniejsze kawałki. Wrzucamy do gara z cukrem i cynamonem. Dusimy aż się rozpadną. Ja lubię w jabłeczniku czuć te jabłka więc zostawiam sobie większe kawałki ale jeżeli nie chcecie się napracować ząbkami możecie te uduszone jabłka potraktować blenderem. W tym momencie masa poznaje psie prawo a brzmi ono "czekać".
 
 
 
     Najpierw robimy gluta z nasion chia. W szklance do tej jednej łyżki nasion dolewamy wody na ok. 1/3 wysokości szklanki. Mieszamy i czekamy. Gdy już nam się zglutuje dorzucamy do pozostałych składników na ciasto. Uwaga! Zostawiamy bułkę tartą. To później. Ugniecione ciasto dzielimy na dwie części. Rozwałkowujemy jedną i dajemy na blachę wyłożoną papierem lub wysmarowaną tłuszczem. Można zrobić też tak jak ja ... wyłożyć papierem i wysmarować tłuszczem - zupełnie bez sensu.
 
 
 
 
     Nagrzewamy piekarnik do 180°C, nakłuwamy widelcem ciasto i wkładamy do piekarnika na ok. 12 minut. Po tym czasie wyciągamy blachę i uwaga! tu przyadję się ta nasza tajemnicza bułka tarta ;). Obsypujemy nią ciasto, nakładamy masę jabłkową i zakrywamy drugą połową ciasta. Oczywiście uprzednio rozwałkowanego. Nigdy nie jestem w stanie przenieść takiego ciasta w całości ze stolnicy na blachę więc u nie zawsze są wyklejanki. Ma to swój urok po upieczeniu.
 

 
     Wrzucamy teraz ciasto do piekarnika na kolejne 30 minut. Wyciągamy, posypujemy cukrem pudrem i możemy wciągać nawet na ciepło. Moje chłodziło się w lodóweczce, w sam raz na te upały. SMACZNEGO!!
 
 
 

piątek, 1 lipca 2016

Kurczak Bezglutek

     Przeszło! Bezgluciak wciągnął kurczaka! Pierwsze zwycięstwo za nami. Oczywiście szału nie było bo na pytanie "Czy dobre?" dostałam odpowiedź "tak ale jak się długo je to gorzkie więc takie nie do końca" ... No proszę Państwa dla mnie to sukces ;)
 
 
 
Składniki:
  • 4 piersi z kurczaka
  • 1 szklanka mąki bezglutenowej Mehl-Farine
  • pieprz
  • 2 cytryny
  • olej kokosowy
  • pęczek natki pietruszki
 
 
     Piersi z kurczaka bierzemy tyle ile ilość gardeł na chacie. U mnie dużo + Pan od płytek, który jednak przed obiadem czmychnął do domu. Nie zmarnowało się jednak bo było meeega pycha. Mąkę możemy użyć jakąkolwiek bezglutenową. Ja akurat dostałam w wyprawkowym pudle Bezgluta taką mieszankę. Sprawdzi się również mąka ziemniaczana. A więc... piersi myjemy (te kurczakowe oczywiście), osuszamy i przekrajamy na mniejsze filety grubości ok. 1 cm. Mi z jednej piersi wychodziły 3 fileciki. Przy dobrych wiatrach 4. Mąkę wsypujemy do miski. Dodajemy otartą skórkę z naszych cytryn i płaską łyżkę zmielonego pieprzu. I o to jest panierka. Obtaczamy w niej nasze fileciki i obsmażamy na rozgrzanym oleju kokosowym. Do oleju możemy dodać łyżeczkę masła dla smaku.
 
 
 
     Obsmażone filety przekładamy na talerz i jeżeli oddaliśmy masło na patelnię, i troszkę nam się przypaliło to czyścimy patelnię i ponownie rozgrzewamy na niej olej kokosowy z łyżeczką masła. Kroimy cytryny na plasterki i wrzucamy na olej. Posypujemy pieprzem i obsmażamy aż cytrynki zmiękną.
 
 
 
     Dodajemy nasze fileciki i smażymy razem 3 minutki. Na koniec dodajemy posiekaną natkę pietruszki i wpiep... wcinamy :) Prościej już nie można :D SMACZNEGO!
 
 
 
 

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Bezglutenowe kotlety jajeczne

     Ratunku! Bezglut ponownie na horyzoncie! Chyba na najbliższe dwa tygodnie wszyscy zmienimy przymusowo dietę na bezglutenową. Ciociunia chcąc popisać się przed Bezglutem poczytała i postanowiła zrobić kotlety jajeczne. W sumie nic innego na chacie nie mogłabym podać więc padło na jaja ... Z niecierpliwością czekałam na opinię po spożyciu! Opinia brzmiała "Fujka!". Szkoda, że nie wiedziała, że jajka nie są jej najlepszym przyjacielem. Reszta rodziny wciągała kotlety nosem ... Ja też :)
 



Składniki:
  • 5 jajek
  • 1 duża pietruszka
  • połówka brokułu
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • gałązki świeżego rozmarynu, oregano i lubczyku
  • 2 szklanki płatków kukurydzianych
  • olej kokosowy
 
 
     Pietruszkę, brokuł i 4 jaja gotujemy. Gdy ostygną rozdziabiamy wszystko widelcem lub mielimy rozdrabniaczem ale tak aby coś pod zębem było czuć. Nie robimy papki dla kurczaków. Dodajemy nieugotowane jajko, mąkę ziemniaczaną i posiekane zioła. Mieszamy dokładnie i odstawiamy na chwilę aby się przegryzło. W międzyczasie mielimy płatki kukurydziane na panierkę. Na patelni rozgrzewamy olej kokosowy, lepimy kulki, obtaczamy w panierce i siup na patelnię. Smażymy aż panierka nam się ładnie zarumieni. I po robocie :) Smaczne na ciepło jak i na zimno jako przegryzka. SMACZNEGO!
 
 
 


 

sobota, 25 czerwca 2016

Malinowy początek wakacji

     Nareszcie! Nie ja się uczę i też nie ja mam wakacje ale ... Nareszcie! Pierwsza klasa fajna jest tylko gorzej ze skupieniem dziecka. Można powiedzieć nawet, że sześciolatki nie maja w swoich skromnych słownikach terminu "skupienie". Mój ma skupanie ale to nie ten temat. Na zakończenie roku musieliśmy jeszcze przetrwać apel, który z minuty na minutę zmieniał sie w never ending story ... Odchodząca szósta klasa przygotowała pożegnalny występ, po występie piąta klasa żegnała szóstą klasę występem, po tym występie szósta klasa dziękowała piątej klasie za występ ... występem. Potem podziękowania, podziękowania za podziękowania i na koniec podziękowania dziękującym - czy coś takiego. Po pierwszej godzinie występów stworzyliśmy sobie na sali ze wszystkimi obecnymi i panującymi na zewnątrz upałami prywatną saunę. Czadowo! Doczekaliśmy sie jednak świadectwa. Moja ciekawość ocen dobijała mnie od momentu odśpiewania hymnu. Nie została zaspokojona - teraz na świadectwach nie ma ocen. Ale! Przecież my tu nie o tym ... Maliny! W związku z tym, że Dzień Ojca i początek wakacji prawie się w tym roku zgrały powstał Tatusiowy deser wakacyjny. Mega słodki więc uwaga na kalorie ... Ja już swoje wypociłam w saunie...
 

 
Składniki:
  • 4 szklanki malin
  • 3 łyżeczki żelatyny  
  • 4 łyżki wody
  • 1 i 1/2 szklanki śmietany kremówki  
  • 350g serka śmietankowego  
  • 2 szklanki cukru pudru
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1 łyżeczka ekstraktu red velvet lub kilka kropli barwnika czerwonego 
  • 1 szklanka zmielonych ciastek owsianych
  • 2 łyżki cukru 
  • 50g masła (najlepiej niesolonego)


     Na początek mielimy maliny na gładki mus i przecedzamy przez sito aby pozbyć się pestek. Bardzo smutny moment gdzie z tak dużej ilości malin pozostaje nam mała papka ;) Do kubeczka nalewamy 4 łyżki wody i zasypujemy żelatyna. Pozostawiamy na parę minut aby żelatyna nam namokła. Po tym czasie podgrzewamy żelatynę aby nam się ładnie roztopiła cały czas mieszając. Odstawiamy do ostygnięcia i zabieramy się za nasz mus. 
 
 
 
 
     W misce ubijamy śmietanę kremówkę (musi być bardzo schłodzona) na puszystą masę. Dodajemy 1/3 szklanki cukru pudru i ubijamy do uzyskania sztywnej masy. W osobnej misce ubijamy serek śmietankowy z pozostałą ilością cukru pudru. Dodajemy wanilię oraz red velvet/barwnik. Ubijamy na najwyższych obrotach aż masa nabierze puszystości. Dodajemy mus malinowy oraz rozrobioną i przestygniętą żelatynę. Jeżeli żelatyna nam się zastygła trzeba ją lekko podgrzać i odczekać chwilkę aż ostygnie. Mieszamy masę do całkowitego połączenia się składników. Dodajemy 1/3 masy z kremówki i mieszamy chwilę. Dodajemy resztę masy, mieszamy dokładnie i odstawiamy do lodówki na ok. 20 minut. W tym czasie przygotowujemy chrupki spód naszego sernikowo-malinowego deseru.
 
 
 
 
     Roztapiamy masło. Zmielone ciastka i cukier mieszamy dokładnie razem. Dodajemy roztopione masło i mieszamy aż wszystkie okruchy zrobią się wilgotne. Rozkładamy okruchy na spody pucharów i delikatnie dociskamy. Ja użyłam 6 pucharów do lodów ale lepszym rozwiązaniem będzie rozrobienie deseru na mniejsze porcje, ponieważ jest bardzo słodki. Masy wystarczy na ok. 10 sztuk naczynek po ok. 200ml. Na rozłożone okruchy nakładamy masę malinowo-serową i wkładamy do lodówki do schłodzenia na 3 godziny. Przed podaniem można udekorować bitą śmietaną i świeżymi malinami. SMACZNEGO! I słodkich wakacji!
 
 
 
 
 
 

piątek, 27 maja 2016

Zapiekanka ze szparagami

     Moje najulubieńsze, najbardziej wyczekiwane szparagi! Tylko zielone ma się rozumieć. Wcinać je mogę na wszelkie sposoby ... no, poza surowymi ale kto wie ;) W tym roku długo kazały na siebie czekać ale doczekałam się. Dziękuję Aniu, mój szparagowy dilerze :* Nie dla mnie kupowanie pęczków w sklepie. Ja targam je siatami! Zapiekanka została zrobiona już z ich resztek tak je wcinaliśmy ...
 
 
 
Składniki:
  • 4-5 ziemniaków
  • 500g mięsa mielonego
  • ok. pęczka zielonych szparagów
  • 1 jajko
  • 250ml śmietany kremówki
  • miękki ser żółty
  • świeży rozmaryn i oregano
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa
  • oliwa
 
 
     Ziemniaki obieramy i lekko podgotowujemy w osolonej wodzie. Odstawiamy do ostygnięcia. Mięso mielone przyprawiamy solą, pieprzem i świeżymi ziołami. Jeżeli nasze szparagi są grube przekrajamy je na pół. Ser żółty ścieramy na tarce z grubymi oczkami i łączymy z kremówką i jajkiem. Przyprawiamy gałką muszkatołową i pieprzem. A teraz układamy ...
 
 
 
 
     Żaroodporne naczynie smarujemy oliwą. Na dno układamy pokrojone w talarki ziemniaki. Następnie nakładamy mielone mięso a na nie szparagi. Wszystko zalewamy kremówką. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200°C na ok. 25-30 minut. Gotowe! SMACZNEGO!
 
 

 


niedziela, 8 maja 2016

Pełnoziarniste paluchy

     Kuchnia została dziś opanowana przez mojego Malucha. Opanowana to może za dużo powiedziane, bo o słodkościach tutaj mówimy. Chciał sprawdzić urodzinową książkę kucharską, a że już wcześniej przy garach pomagał to zajął się wszystkim doskonale. No... poza tematami z ogniem - tutaj wkroczyłam na moment ja :) Przy tym całym jego kucharzeniu stwierdziłam, że mój przyszła synowa będzie wniebowzięta ... albo gruba. Przepraszam! Puszysta z większą masą do kochania. W każdym bądź razie będzie miała dobrze ... bo do kobiety też można przez żołądek do serca.
 
 

 
 
Składniki:
  • 200ml wody
  • 50g masła
  • 150g mąki pełnoziarnistej
  • 4 jajka
  • czekolada (do ewentualnego polania/maczania)
  • szczypta soli
 
 
 
     Wodę zagotowujemy i dodajemy do niej masło oraz szczyptę soli. Gdy masło się roztopi wsypujemy mąkę i szybko mieszamy aby wyrobić ciasto. Odstawiamy do ostygnięcia.
 
 
 
     Do ostygniętego ciasta wbijamy kolejno jajka mieszając dobrze po każdym "wrzucie". Blachę wykładamy pergaminem. Gotowe ciacho przekładamy do szprycy/rękawa i wyciskamy paluchy lub inne wzory na wcześniej przygotowaną blachę.
 
 
 
     Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180°C przez ok. 20 minut. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i polewamy nią paluchy. Zjadamy! SMACZNEGO!
 
 
     P.S. To ciasto świetnie nadaje się do zrobienia groszków do kremowych zup!

 

Przepis pochodzi z książki "Gratka dla małego niejadka" Emilii Dziubak. W przepisie użyto mąki pszennej u nas pełnoziarnista :)

piątek, 6 maja 2016

Bezglutenowe penne z kurczakiem i brokułem

     Zawsze po wizycie naszego bezglutka zostaje nam parę rzeczy, z których musimy coś wymodzić. Nie lubię wyrzucać jedzenia. Przy okazji uczymy się co nowego można przyrządzić przy okazji Jej następnej wizyty. Może lekko do końca nie jest bo śmietanę kremówkę ciężko lekką nazwać no ale ... Staramy się ;)
 
 
 
Składniki:
  • 350g makaronu penne (bezglutenowy)
  • 2 piersi z kurczaka
  • 1 brokuł
  • 1 duża cebula
  • 450ml śmietany kremówki
  • oliwa z oliwek
  • sól, pieprz
  • gałka muszkatołowa
 
 
 
 
     Na początek gotujemy makaron według przepisu na opakowaniu. Zostawiamy odrobinę wody z makaronu (ok. 3 łyżek stołowych). Brokuł dzielimy na różyczki i blanszujemy w osolonym wrzątku przez ok. 3 minuty. Odcedzamy i odkładamy na bok. Piersi z kurczaka kroimy na małe kawałki i wrzucamy na patelnię z rozgrzaną oliwą z oliwek. Dodajemy soli i pieprzu. Smażymy ok 8 minut co chwilę mieszając. Siekamy drobno cebulę i dodajemy do kurczaka i chwile razem podsmażamy. Dodajemy zblanszowany brokuł. Smażymy przez chwilę razem ale uważamy aby brokuł za bardzo się nie rozdziabdział :) Dodajemy kremówkę i gotujemy ok. 6-8 minut. Doprawiamy świeżo startą gałką muszkatołową i jeżeli potrzeba solą i pieprzem. Dodajemy makaron, mieszamy, podajemy i zajadamy! SMACZNEGO!
 
 
 

 

piątek, 11 marca 2016

Baby bunny

     Na początku - dziękuję Anito za tak piękną formę :*, będzie niezła produkcja zajęcy- jak to z zającami w naturze bywa ;) Taki ciastowy futrzak to super alternatywa dla wielkanocnej babki. Taki do koszyczka, na talerz przy wielkanocnym stole, no i bez okazji do zwykłego szamanka. Jak zwykle - szybko, łatwo i smacznie...
 
 
 
Składniki:
  • 1 szklanka brązowego cukru
  • 1/2 szklanki roztopionego i przestudzonego masła
  • 1 i 1/2 szklanki mąki
  • 1/2 szklanki mleka
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka wanilii
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki soli
 
 

 

     W misce mieszamy cukier z masłem aż się nam ładnie połączą. Miksujemy do uzyskania lekkiej i puszystej masy. Dodajemy pozostałe składniki i dokładnie mieszamy. Przygotujemy formę czyli natłuszczamy i obsypujemy mąką/drobną bułką tartą. Napełniamy ciastem maksymalnie do 3/4 wysokości, żeby nam za bardzo nie wypłynęło.
 
 
 
     Pieczemy ok. 20-30 minut w temperaturze 170°C. Po wyciągnięciu najlepiej położyć formę do góry dnem aby ciasto nam się fajnie "ubiło". Po ostygnięciu podnosimy i naszym oczom ukazują się przesłodkie zajączki. Aż żal im głowy odgryzać ... po pierwszym kęsie żal mija. SMACZNEGO!
 

 
Możemy zrobić je w wersji kakaowej dodając do ciasta 3 łyżki kakao :)
 
 
 
 

niedziela, 6 marca 2016

Klonowe polędwiczki drobiowe

     Syrop klonowy ... MNIAM! Wędzony bekon ... MNIAM! Syrop klonowy o smaku wędzonego bekonu ... BLEEEE! Jak to w ogóle brzmi, co nie? Słodycz sosu z jakimś bekonem! A jednak... Połączenie dziwne ale powiem Wam, że się sprawdziło przy polędwiczkach. Niezłe oszukanie... niby kurczak a smakuje jak bekon. W dodatku skarmelizowany kurczak! No i cytrusy są też więc tak jakby można uznać, że jedna porcja owoców wciągnięta. To chyba zdrowo, co? ;) Syrop sprezentowany od Kanadyjskiej rodzinki ale myślę, że u nas już też można dostać takie cuda.
 
 


 
Składniki:
  • 0,5 kg polędwiczek drobiowych
  • 2 pomarańcze
  • 1 cytryna
  • 3 łyżki cukru trzcinowego
  • 4 łyżki syropu klonowego o smaku bekonu
 
 
     Polędwiczki myjemy, osuszamy i odcinamy z nich te żyłowate paskudztwa. Wrzucamy do miski i robimy marynatę z cytrusów. Wyciskamy sok z jednej połówki pomarańczy. Resztę obieramy i kroimy na cząstki. Cytrynę również obieramy i kroimy na cząstki. Wszystko wrzucamy/wlewamy do polędwiczek i wkładamy do lodówki na ok. 1 godzinę.
 
 

 
     Po godzince rozgrzewamy patelnię. Najlepiej teflonową aby nie używać niczego do smażenia. Wrzucamy polędwiczki wraz z cytrusami i smażymy aż sok zredukuje nam się o połowę. Wtedy dodajemy sos klonowy i zasypujemy wszystko cukrem. Od czasu do czasu mieszamy. Uważajcie jak już zaczyna nam się wszystko karmelizować. Cholerstwo szybko postępuje i możemy wtedy mieć klonowe polędwiczki drobiowe z przypaleniem cukrowym ;) Do polędwiczek idealny jest ryż i moja nowo poznana miłość - jarmuż. Taki z czosnkiem i cebulką... pychota. SMACZNEGO!! ;)
 


wtorek, 9 lutego 2016

Zupa krem z ziemniaków

     Uwielbiam zupy krem. Można w nich przemycić takie rzeczy, że się dziecko nie spodziewa. I nie ma wybrzydzania, że nie lubię marchewki, że "jakiś farfocel tu jest". Młody jadł aż uszy się trzęsły! Składnikowo zupa też mało wymagająca ;)



Składniki:
  • 4 średnie ziemniaki
  • 1 średnia marchew
  • 1 mała cebula
  • 1 litr bulionu warzywnego
  • 1 śmietankowy serek topiony (1 trójkącik)
  • 3 łyżki kefiru
  • przyprawy do smaku - pieprz, majeranek i ... 1/2 łyżeczki przyprawy gyros
  • 2 łyżki oliwy


     Cebulę, ziemniaki i marchew kroimy w drobną kostkę i podsmażamy chwilę na rozgrzanej oliwie. Zalewamy gorącym bulionem i gotujemy aż warzywa zmiękną. Dodajemy serek topiony i wszystkie przyprawy. Jeszcze chwilę gotujemy aby serek się dobrze rozprowadził a zupa przeszła smakiem przypraw. Miksujemy! Dodajemy kefir i można rozlewać w talerze :) 



Najlepiej smakuje podana z grzankami i posypana świeżą natką pietruszki. SMACZNEGO!