- 4 placki pita
- 4 jajka
- parmezan
- mozzarella
- 12 pomidorków koktajlowych
- pęczek cebulki ze szczypiorkiem
- oliwa z oliwek
- sól morska
- świeżo zmielony pieprz
sobota, 8 stycznia 2011
Śniadaniowa pito-pizza
wtorek, 4 stycznia 2011
Gofry miastowe, nie-domowe
- 20 dkg mąki ziemniaczanej
- 20 dkg mąki pszennej
- 25 dkg cukru
- cukier waniliowy
- 200 g stopionej margaryny
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 5 jajek
- olej sojowy
czwartek, 23 grudnia 2010
Pierniki i muffinowy prezent
- 1 szklanka miodu - najlepiej prawdziwego, ale może być też sztuczny
- 1/2 szklanki cukru
- 1/2 kostki masła (100g)
- opakowanie przyprawy do piernika
- 1 łyżka kakao
- płaska łyżeczka sody
- 3-4 szklanki mąki pszennej
Miód gotujemy z masłem, cukrem i przyprawą piernikową. Odstawiamy do przestygnięcia. Dodajemy sodę i mieszamy. Dodajemy tyle mąki, aby uzyskać miękkie, dość lepkie ciasto. Zawinąć je w folię aluminiową i schować do lodówki. Jak podaje autorka ciasto ze sztucznym miodem nie lubi chłodzenia, więc z niego trzeba piec pierniki od razu - po upieczeniu są jaśniejsze od tych z prawdziwym miodem. Ja miałam miód prawdziwy i chłodziłam ciasto przez całą noc. Niestety dodałam za dużo mąki i trochę męczyłam się z rozwałkowaniem. Trochę bardzo się męczyłam. Najlepiej rozwałkowywać ciacho między arkuszami papieru do pieczenia. Nie przykleja się do wałka (sposób mojej mamy). Ciasto trzeba rozwałkować na 3 mm - chyba ;) Moje było tak twarde, że do tych 3 mm to wałkowałabym po dziś dzień. Dlatego też, moje pierniki są różne. Cieniutkie, grubiutkie - czasem tak grubiutkie, że aż straciły swoją formę i stały się placuszkami. Świątecznymi piernikowymi placuszkami ;) No trudno... tak to jest przy pierwszych razach - nie zawsze jest miód-malina. Najlepiej jak przed włożeniem do piekarnika schłodzimy pierniczki jeszcze przez chwilę w lodówce. A potem do 200°C na 15-20 minut. Żeby pierniczki dały się malować, najlepiej jakby stały w suchym i chłodnym miejscu. U mnie takiego nie ma niestety. Jest albo chłodne i wilgotne (to przez tą zimę) albo ciepłe i suche. Wybrałam to drugie dlatego pierniczki "suszą" się w kotłowni. Niezbyt "kuchniowe" miejsce ale cóż ... każdy orze jak może ;)
środa, 17 listopada 2010
Tarta Jabłkowo-malinowa "Spadające gwiazdy"
Robimy ciasto na tartę:
- 600 ml mąki
- 1 łyżeczka soli (5 ml)
- 1 łyżeczka cukru (5 ml)
- 2 kostki niesolonego masła
- 60ml-120ml zimnej wody
- 80 ml cukru
- 20 ml skrobi kukurydzianej (ja użyłam ziemniaczanej)
- 2,5ml cynamonu
- ok. kilograma jabłek
- 1/2 kilograma jerzyn bądź malin (oczywiście mogą być mrożone)
- 20 ml niesolonego masła
poniedziałek, 15 marca 2010
Sałatka/Surówka
- główka sałaty lodowej
- jedna duża rzodkiew biała
- cebula czerwona
- ogórek
- rzodkiewki
- łyżeczka musztardy
- łyżeczka chrzanu
- oliwa z oliwek
- ząbek czosnku
- sok z połówki cytryny
- pieprz
piątek, 12 marca 2010
Zupa czosnkowa
Na początek pójdzie zupa czosnkowa. Pyyyyszności! Mówię Wam ludziska jaka pychota mi wyszła. I robiłam całkowicie z niczego, sama ją byłam wymyśliłam :) Tym bardziej cieszy, że wyszła i co najważniejsze smakowała. Nic innego w domu nie było. Wymłócone wszystko, że przeciągi w lodówce. Ino czosnek się był ostał ... Żoznek jak to mówią Francuzi ;) Więc wpadła mi do głowy zupa czosnkowa. I tak mąciła mąciła, prosiła się, że hej. No to musiałam ją zrobić.
Składniki:
- pierś z kurczaka
- główka czosnku
- jedna duża marchew
- jedna duża pietruszka
- kilka kartofli
- 1 cebula
- oliwa z oliwek lub kawałek zwykłego oleju
- czerstwa bułka kajzerka bądź 2 kromki czerstwego chleba żytniego
- 1 łyżeczka chrzanu (takiego ze słoiczka)
- sól, pieprz, majeranek
- śmietana i mąka do zatrzepania
Na początek do garnka wlewamy trochę oliwy (3-4 łyżki). Rozgrzewamy i wrzucamy piersi z kurczaka. Podsmażamy lekko i dodajemy 2 posiekane ząbki czosnku. Podsmażamy, aż czosnek wyda swój aromat. I zalewamy wodą. Cebulę podpiekamy nad palnikiem, żeby dawała lepszy smak. Wrzucamy do zupy w całości. Chwilę gotujemy i dodajemy pokrojone w kostkę marchew i pietruszkę. Gdy warzywa zmiękną dodajemy ziemniaki, łyżeczkę chrzanu i wyciśnięte przez praskę pozostałe ząbki czosnku. Doprawiamy sola, pieprzem i majerankiem. Pod koniec gotowania dodajemy pokrojona na kawałki bułkę lub kromki chleba. Zatrzepujemy śmietana i mąką i włala ... :) Gotowe!
Zupkę robiłam kilka razy, ale dopiero teraz udało mi się ją sfotografować :) Robiłam ją zamiennie z samymi ziemniakami, później z samą bułką lub chlebem. Jak ktoś lubi gęsto to dodajemy i to i to, tak jak podałam w tym przepisie. Zupka jest też wyśmienita, jeżeli ją całą zmiksujemy. Naprawdę polecam!
niedziela, 7 marca 2010
Canelloni ze szpinakiem
Właśnie, właśnie ... szpinakiem. Znalazłam bardzo fajny przepis na torebce Fixa (Knorr). Cannelloni ze szpinakiem. CU-DEŃ-KO! Aczkolwiek tutaj zaproponuję to danie bez fixa, gdyż za bardzo nim daje i oprócz wspomnianego fixa nie czuć nic. Muszę przyznać, że polubiłam szpinak. Im dalej brnę bez mięsa tym bardziej zaczynam lubić smak warzyw, których nie tknęłabym nigdy. Nawet gorzką cykorie wszamałam ... ale to już innym razem. AHA! Przy okazji zmieniona czołówka strony... I jak? (heh.. ciekawe kto pamięta starą, c'nie? ;) ).
- makaron cannelloni
- mrożony szpinak (liście)
- 3 ząbki czosnku
- 1 cebula
- krążek sera camembert
- 4 łyżki śmietany
- 2 łyżki oleju
- tarty ser żółty do posypania
i tutaj jeżeli ktoś woli z fixem to rozrabiamy Fix Spaghetti Bolognese, jeżeli nie to podaję składniki na sosik. Z tym, że proporcję podam mniej więcej bo w sumie robiłam na oko. Polecam też tak zrobić według własnego uznania :)
- koncentrat pomidorowy (pół słoiczka)
- majeranek
- oregano
- bazylia
- ząbek czosnku
- pieprz
- sos chili
- olej
- woda
A więc zaczynamy!
Makaron cannelloni wrzucamy do wrzącej, osolonej wody i gotujemy 3 minuty. Wyciągamy i bierzemy się za nadzienie. (Aha! W przepisie mowa o 12 sztukach cannelloni. Mi nadzienia starczyło na 11.) Na patelni rozgrzewamy olej. Siekamy cebulę i czosnek, i chwilkę podsmażamy. Dodajemy rozmrożone liście szpinaku i smażymy razem 5 minut ciągle mieszając. Ser camembert kroimy w kostkę i wraz z 4 łyżkami śmietany dodajemy do szpinaku. Mieszamy i chwilę razem podsmażamy (aż ser się troszkę roztopi). Odstawiamy do wystygnięcia. Teraz sos. Wiadomo... wszystkie składniki łączymy i mieszamy. Czosnek najlepiej przecisnąć przez praskę. Mimo, iż w przepisie podałam sos chili i pieprz to wcale nie jest ostry. Oczywiście zależy to od ilości, którą dodamy. Ja sosu chili dodałam tylko kilka kropel dla lepszego smaku. A pieprzu ? Hmmm... 6 obrotów młynkowych :D Aha! I wody ... wody dodajemy tyle, żeby sos był płynny ale gęsty. Najlepiej ciepłą wodę, wtedy zioła fajnie puszczą aromat i sos przejdzie ich smakiem. Gdy masa szpinakowa już nam przestygnie, bierzemy żaroodporne naczynie i nastawiamy piekarnik na 190 stopni. Zabieramy się za wypełnianie cannelloni masą. Fajna zabawa. Najlepiej robić to łapkami. Uwielbiam się babrać w jedzeniu :D Oczywiście łapeczki myjemy wcześniej... żeby nie nadać potrawie nowych smaków i wartości niekoniecznie odżywczych ;) Napełnione rurki układamy w naczyniu polewamy sosem pomidorowym (bądź rozrobionym fixem) i posypujemy startym serem żółtym. Wkładamy do piekarnika i zapiekamy przez 10 minut. Wyciągamy i się zajadamy. Najlepiej jeść szybko, żeby zdążyć na dokładkę :D
wtorek, 1 grudnia 2009
Roznamiętniony smażony ryż z kurczakiem
Skąd nawa? Przepis jest z obcojęzycznego bloga/strony. Trzeba było więc uruchomić słownik. Stir fried rice with shrimps. Stir tłumaczony był na wiele sposobów... rozgrzebać, poruszać rozczulać, kłócić, roznamiętniać, wzruszać, rozbełtać, rozbudzić (namiętności). Więc wybrałam "namiętny". Prawda, że lepiej brzmi niż "rozbełtany smażony ryż" ? :) W oryginalnym przepisie są krewetki. Oczywiście, że miała, no ba ... Ale według mojego nosa skończył im się "best bifor", więc wolałam nie ryzykować a , że kurczak czaił się tuż za rogiem ... Krewetki przecież smakują prawie jak kurczak ... Przynajmniej ja tak sobie wmawiam gdy zaczynam je jeść. Kurcze pyszne one są ... ale jak przełknę jedna przychodzą mi do głowy te ich malutkie czarniutkie oczyska i te ich .... chrapki (odnóża). Z moją chorą wyobraźnią naprawdę ciężko jest się pozbyć obrazu, że ja je połykam a one tymi chrapkami łapią się gdzieś tam mojego gardła i starają się wyjść. Walczę z tym jak mogę, ale więcej niż dwie sztuki już nie przełknę. A kurczak bezpieczniejszy jest ... zresztą co mi mogą zrobić takie piersi ?
Przepis lekko zmodyfikowany:
Składniki:
- 2 pomidory
- 2 piersi z kurczaka
- 2 jajka
- 1 cebula dymka
- woreczek ryżu
- 3 łyżki keczupu
- sól
Na początku nastawiamy ryż do ugotowania. Użyłam jednego woreczka ryżu, ale spokojnie mogą być dwa i nie trzeba zwiększać ilości pozostałych składników. Pomidory pozbawiamy pestek i kroimy w kosteczkę. Nie wiem dlaczego w większości przepisów ludzie pozbywają się pestek z pomidorów. Może potrawa jest wtedy mniej wodnista? Nie wiem. Ja lubię te pestki, ale w tym przepisie też usunęłam. Tzn. i tak je zjadłam. W końcu ludzie w innych krajach głodują, nie można wyrzucać dobrego jedzenia. Pierś z kurczaka też kroimy na mniejsze kawałki według własnego uznania ;) Moja była w kosteczkę. Pierś w kosteczkę ;) Ta kurza oczywiście. Cebulkę dymkę siekamy. Rozbijamy jajka i je "stirujemy". Czyli w tym przypadku rozbełtujemy :). W woku (lub na patelni) rozgrzewamy oliwę. Wrzucamy piersi z kurczaka i podsmażamy aż będą "a-ku-rat". Wyciągamy je a do woka wrzucamy połowę pokrojonej cebuli dymki. Chwilkę ją podsmażamy i dodajemy jajka. Smażymy aż lekko się zetną i dodajemy ryż. Mieszamy i smażymy wszystko razem aż ryż będzie gorący. teraz dodajemy pomidory, kurczaka i doprawiamy solą. mieszamy dokładnie i dodajemy pozostałą część cebulki. Smażymy, smażymy, smażymy... i GOTOWE! Już można jeść.

Teraz pewnie zapytacie co z tym keczupem w składnikach. No właśnie... W owym przepisie też poza listą składników nie znalazłam o nim wzmianki. Więc dodałam na sam koniec. Wyszło dobre aczkolwiek nie jest on konieczny. Zależy tu dużo od "rodzaju" keczupu. Ja miałam jakiegoś zwyklaka, który nie powala smakiem na kolana. Więc decyzja z dodaniem keczupu zostaje dla Was :)
SMACZNEGO!
poniedziałek, 16 listopada 2009
Tort urodzinowy dla Z.
Masa:
- śmiatana 30 % (mocno schłodzona)
- cukier puder
- wanilia (ja nie miałam więc dodałam cynamon)
- banany
Na którymś z forum... forów? ... znalazłam taki przepis. Takie lubię najbardziej. Przy każdym ze składników napisane "na oko", "odrobinę" lub "nie za dużo". Więc moja masa do torta też była "na oko". Ja wziełam duże opakowanie śmietany. AHA! Ma być mocno schłodzona, ael jeżeli ktoś ma problemu z pamięcią (patrz mła) to lepiej nie wkładajcie do zamrażarki. Więc... wzięłam kostkę śmietany, rozdrobniłam na mniejsze kawałki i dodałam małe opakowanie śmietany 36% (bo tylko taką miałam w prawidłowym stanie skupienia) i ubiłam mikserem. Dodałam dwie łyżki cukru pudru, ale i tak było za słodkie więc trzeba dodawać według własnego uznania. Dodam, że nie lubię słodkich rzeczy i dla mnie te dwie lyżki to za dużo. Wymieszałam to wszystko i dodałam 3 łyżeczki cynamonu. Masa wyszła idealna :) Do namoczenia biszkopta (bo przeczytałam, że tak się robi) zmieszałam wodę, cukier i sok z cytryny. Pokroiłam banany w plasterki i zaczęłam nakładanie: biszkopt, śmiatana, banany, biszkopt śmietana, banany, biszkopt. Miałam trzy biszkopty ale jak ktoś ma więcej to prośzę sobie dodać jeszcze "śmietana,banany" ;) Teraz przechodzimy do masy cukrowej. To dopiero jest cholerstwo. Celowo piszę tą masę na końcu... Ja zaczęłam na samym początku bo nie mogłam się doczekać tego czy mi wyjdzie. Póżniej miałam kamyki a nie masę. Zanim to rozgniotłam i zmiękczyłam ... dlatego też skończyłam o 3 rano :)
Biała masa cukrowa:
- 80 dkg cukru pudru
- 10 dkg glukozy
- 4 łyżeczki żelatyny
- 70 ml wody
Żelatynę rozpuszczamy w ciepłej wodzie i po rozpuszczeniu dodajemy glukozę. Uważamy żeby się nie zagotowała. Mieszamy i dodajemy po trosze cukru pudru. Gdy masa w garnku zrobi się już bardziej "skupiona" przenosimy ja na blat. Dosypujemy stopniowo resztę cukru pudru i wyrabiamy rękami. Dodajemy barwniki żeby uzyskać wybrane przez siebie kolory :) Tak wyrobioną masę rozwałkowyjemy i formujemy jak chcemy :)
Ja zrobiłam koszulkę z niby szalikiem. Nieudolną koszulkę z bardziej nieudolnym szalikiem. Martwiłam się czy zostanie w ogóle zidentyfikowana jako koszulka. Ale nie było źle. Faceci w takich cudach mają akurat małe wymagania :D

Jutrzejszy (czyt. miesięczny ;P) czosnek :)
Składniki:
- 12 główek czosnku (ja wysiadłam przy 8 i podziękowałam za więcej)
- 1/2 szklanki octu
- 2 szklanki wody
- 1 łyzka soli
- przyprawy (ja poszłam na łatwiznę i użyłam ziół prowansalskich ... w przesadnej ilości zresztą)
Czosnek obieramy. Ziarnkoo po ziarnkuuu... Żmudna robota, Dodawałam sobie otuchy późniejszym jego smakiem. Przynajmniej szczerze liczyłam na ten wyśmienity jego marynowany smak. Gdy już wszystko obierzemy ( ja obrałam 8 główek i mimo, że uwielbiam czosnek mój żołądek i moje nozdrza nie trawiły już tego zapachu) możemy wrzucić czosnek na 2 minuty do wrzącej wody. Ja oczywiście tego nie zrobiłam ... Nie szkodzi nie szkodzi. Nic się nie stało ;) teraz robimy zalewę. Zagotowujemy wodę, ocet i sól. Chwilkę gotujemy i odstawiamy do ostygnięcia. W tym czasie dajemy czosnek do słoiczków (myślę, że jeden duży słój na cały ten czosnek byłby lepszym rozwiązaniem) i dodajemy zioła. Ja na każdy słoiczek (jak po koncentracie pomidorowym ;P) dałam łyżeczkę i pół tych prowansalskich ziół, że tak sobie pozwolę zarymować. Niestety. To jest błąd. Trzeba dać mniej więc kombinujcie. Po "doprawieniu" słoiczków zalewamy je chłodną zalewą. Zakręcamy słoiczki i pasteryzujemy (tak to się chyba nazywa) 20 minut. Inaczej mówiąc wkładamy do gara z wodą i gotujemy 20 minut. Odstawiamy i kosztujemy :) Ja swoje otworzyłam po 2 dniach bo nie mogłam się doczekać. Muszą jednak stać dłużej bo taki jakiś smak nie ten. No i za dużo paprochów miałam w postaci ziół. To nic. Następnym razem czochu się uda :D
Smacznego !!
piątek, 30 października 2009
Balejs
Składniki:
- 100 ml spirytusu
- puszka mleka skondensowanego słodzonego
- 1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej
Puszkę mleka trzeba gotować 2 i pół godziny. Gotujemy ją zamknięta i w garnku z wodą. Ponoć wybuchają czy coś. Oczywiście gdy powędrowałam do sklepu było tylko mleko nie słodzone… więc wzięłam i stwierdziłam, że posłodzę później. W domu jednak poinformowano mnie, że to nie będzie to samo i w ogóle inne duperele. Więc … kolejna podróż do sklepu – tego samego po tzw. Mleko skondensowane słodzone krówkowe. Tutaj muszę wspomnieć, że w mojej „metropolii” nie mam za dużego wyboru sklepów. Jest ich w sumie 4, ale tylko w jednym można się spodziewać, że coś będzie. Oczywiście drugi raz nie ja podróżowałam do sklepu;) Po otworzeniu tej puszki „krówkowej” okazało się, że mleko jest strasznie gęste. W sumie na tym miało też polegać gotowanie tego normalnego mleka z tym, że … ono nawet nie pływało. Więc mądra główka stwierdziła, że podgrzeje to się rozpuści. Po 20 minutach gotowania moja cierpliwość się skończyło. Mleko nie zmieniło swojej formy. Wpadłam na pomysł, że może ten spirytus rozpuści to mleko czy cóś. Tak, rozpuszczał, ale w tempie tak błyskawicznym, że w ruch poszedł mikser. I wszystko było jak należy. Gdybym tylko wpadła na to na samym początku … A teraz szybciutko co dalej trzeba zrobić. Jak już ugotujemy to swoje mleczko to trzeba poczekać aż ostygnie i dopiero wtedy otwieramy puszkę. Jak kupi się krówkowe to nie trzeba gotować ani na nic czekać. Wlewamy spirytus do szklanki, dopełniamy szklankę wodą i dodajemy łyżeczkę kawy. Potem wszystko łączymy z mlekiem. Jak się elegancko wymiesza to dobrze. Jak nie to doprawiamy mikserem ;)
Likierek jest pyszniutki!! Dzisiaj nastawiłam nowe cudo. Z głowy … czyli z niczego. Zobaczę co wyjdzie choć powodzenia nie wróżę. Tymczasem żegnam Was… Sierota Kuchniowa ;)
PS. I proszę mi się likierem nie spijać!
poniedziałek, 12 października 2009
Mój pierwszy ... dżem
Dżem dyniowy ... Już nie mogę patrzeć na tą dynię a została jej jeszcze aż (!) połowa. Dżem jednak nie jest robiony na nowo ze świeżej dyni tylko ... z tego deseru co go nie zjedli. Jest to pierwszy raz przeze mnie robiona konfiturka więc też cudów nie oczekuję. Zużyłam tą dynię z imbirem, oczywiście bez sosu. Wyszedł jeden słoiczek ale zawsze od czegoś trzeba zacząć :) Do słoiczka dodałam łyżeczkę cynamonu, cukier i dżemix. Dokładnych proporcji nie pamiętam bo dżemix był na kilogram owoców. Dyni miałam mniej więc cukier i dżemix przeliczałam na tą ilość. Co z niego będzie? Zobaczymy. Narazie nie mam odwagi spróbować czy udała mi się "reanimacja" dyni ;) A zdjęcia nie będzie, przeca to tylko pomarańczowy słoik. Aha! Właśnie dla lepszego smaku można dodać też pomarańczy, ale ja ich nie miałam ... a na dworze znowu chlapa była ;)
niedziela, 11 października 2009
Hotdożki domowej robożki
Tutaj szybciutko co użyłam do dzisiejszych hot-dogów:
- kukurydza z puszki
- ogórek
- pomidor
- cebula
- kapusta pekińska
- ser żółty
- sos czosnkowy
- musztarda
- ketchup




... chyba nie trzeba nic dodawać ;) . Swoją drogą, czyż nie pięknie wyglądają te artystycznie wystające z bułki parówy ?? :)
Życzę wszystkim smacznego :)
środa, 7 października 2009
Dyńka ... z imbirasem
Do zrobienia potrzebne nam będą:
- dynia oczywiście - 1/2 małej dyni (25cm średnicy),
- 2 łyżki miodu,
- 2 łyżeczki soku z cytryny,
- 1/2 łyżeczki startego świeżego imbiru,
- 4 łyżki płynnej śmietanki 18% (ja użyłam zwykłej śmietany 18%)
- 3 łyżki pokrojonych orzechów włoskich
- pieprz
Dynię obieramy i kroimy w kostkę taką po 2 cm - nie musi być równo ;). Wrzucamy do rondelka i zalewamy pół szklanki wodą... połową szklanki wody ... Hmmm, każdy wybiera co chce ale tak żeby w rondlu było 1/2 szklanki wody :) Dusimy dynię. W przepisie napisane jest, że dusimy około 10 minut lub do miękkości. Ja wolę jasne określenia. Albo 10 minut, albo aż będzie miękkie bo moje "doświadczenie kucharskie" nie wie czy po 10 minutach jak będzie twarde to takie ma być, czy po prostu błąd w sztuce. W każdym bądź razie dusimy. Ja dusiłam dwa razy po 10 minut... aż dynia zmiękła ;) Dodajemy do rondelka miód, sok z cytryny oraz imbir i wszystko chwilę podgrzewamy. Wyciągamy dynię z rondelka i lekko odparowujemy sos, żeby nie był za wodnisty. Orzechy włoskie zrumieniamy na patelni i wraz ze śmietanką dodajemy do sosu. Przyprawiamy świeżo zmielonym pieprzem. Dynię wykładamy na talerzyki i polewamy sosem. Włala....
Moje dzieło wygląda tak :


Przepis jest z kuchni tureckiej i powiem tak ... Daje Turcją. Jak dla mnie to nie ten smak. Dla Lubego też nie. Wszyscy wczoraj omijali szeeeerokim łukiem moje "cudo" co nie bardzo mnie cieszy bo nie dostałam żadnej opinii. Nie lubię słodkich rzeczy ale do tego przepisu zdecydowanie dodałabym trochę cukru bądź więcej miodu. I mniej imbiru. Świeży daje dość ostry smak. Chyba nie dla nas ta Turcja :)
Przepis bierze udział w Festiwalu Dyni :)
sobota, 3 października 2009
Préfou
Składniki:
Ciasto:
- 18 cl wody
- 7,5 g drożdży
- 7 ,5 g soli
Nadzienie
- 130 g czosnku obranego
- Sól , pieprz
To jest oryginalny przepis. Ja zamiast mąki t55 (tutaj chyba chodzi o tą 550, nie wiem nie znam się) użyłam t500 bo tylko taką w domu miałam... a chlapa na dworze była więc nie było mowy o wyjściu do sklepu:). Według moich przeliczeń, a często są one mylne 18cl wody to inaczej 180ml wody. Taką też ilość dolałam i się wszystko ładnie kleiło... siebie, żeby nie powiedzieć kupy. Wszystkie składniki na ciacho ugniatamy ugniatamy i ugniatamy, żeby się ładnie posklejało i było gumowate. Odkładamy w ciepły kąt żeby nam urosło. Aha! Przykrywamy mokrą ściereczką. Chyba po to żeby się nie zeschło czy cóś. Czekamy 90 minut.
Teraz robimy nadzienie. Jako, że autorka przepisu podała, że zostało jej sporo tego nadzienia "na później" ja użyłam kostki masła (200g). W sumie nie wielkie zmniejszenie, ale po co zaczynać kolejną kostkę masła;) I czosnek. Obrałam półtorej (!!) główki czosnku i wyszło mi tylko 70g. Stwierdziłam, że kolejna główka to będzie trochę przesada więc zostałam przy tej ilości. Zmiksowałam czosnek na małe kawałeczki, dodałam soli i pieprzu i wymieszałam z masłem. Zostało sporo tego nadzienia i starczy chyba jeszcze na 3 razy :) Więc... do słoika i w lodówkę/zamrażarkę.
Po długim oczekiwaniu na urośnięcie ciasta, uciskamy je spowrotem, żeby znowu oklapło. Wyrabiamy kulkę i dzielimy na pół, i z tych pół jeszcze na pół. W sumie cztery kulki, które formujemy na kształt bagietek. Teraz przeglądając jeszcze raz ten przepis zauważyłam zdjęcia do niego. Szkoda, że nie widziałam ich wcześniej. Teraz wiem, że źle uformowałam bagietki i dlatego ciasto w środku nie upiekło się. Mają być takie płaskie, a nie wyrobiony rulonik, jak to w moim przypadku było. O, i przy okazji dowiedziałam się ze zdjęć, że nie ma być 4 kulek ale dwie. Wtedy to wychodzą bagiety. No cóż, każdy ma swoją interpretacje przepisów;) Żeby nikt nie popełnił moich błędów zapożyczam od autorki jedno zdjęcie, jak mają wyglądać owe bagietki.
Tak o:

Nom, więc jak już będą wyglądały tak ładnie układamy je na blachę i znowu czekamy godzinę, aż podrosną :)
Nagrzewamy piekarnik do 240°C i wkładamy do niego naczynie z wodą. Bagietki nacinamy wzorkiem "bagietkowym" ;) i wkładamy do nagrzanego piekarnika. Początkowo pieczemy 10 minut. Wyciągamy pieczywko i przygniatamy drewnianą deseczką. Nie wiem dlaczego trzeba tak zrobić, bo one tak pięknie się podniosły a trzeba je splaszczyć again. Po przygnieceniu rozcinamy bagietki i smarujemy wewnątrz masłem. Grubo dość. Po posmarowaniu, składamy bagietki w całość i dalej do piekarnika na 15-20 minut. Ja piekłam 20 minut ale zmniejszyłam piekarnik do 180° C. Chyba bałam się, że popalę. Po upieczeniu wyciągamy i podajemy cieplutkie. TADAAAAM!

Moje wyszły troszkę twarde dlatego zyskały miano cegiełek. No... dziadek by ich nie ruszył ;) Ale reszta je schrupała z sałatką. A przepis na sałatkę tutaj o:
Składniki:
- kilka liści sałaty masłowej (może być inna)
- ogórek
- kabanosy paprykowe
- oliwa z oliwek
- sok z połówki cytryny
- łyżeczka musztardy angielskiej
- sól, pieprz

Liście rwiemy na kawałki, obieramy i kroimy ogórka. Kabanosy kroimy na małe talarki i podsmażamy na oliwie. Wszystko razem wrzucamy do miski i mieszamy. A teraz sos. 3 łyżki oliwy z oliwek, sok z połówki cytryny i 2 łyżki oliwy, na której smażyliśmy kabanosy. Mieszamy wszystko razem. Dodajemy sól, pieprz i łyżeczkę musztardy. Wszystko mieszamy mieszamy i wlewamy do sałatki i znowu mieszamy razem :) Nie dodawałam tym razem ząbku czosnku do sosu bo jest go dużo w bagietkach. Jeżeli robimy samą sałatkę można jak najbardziej wgnieść do sosu ząbek czosnku. KONIEC:)
Aha! Zapomniałam o jednym wietrzymy domek bo "pachnie" za bardzo czosnkiem --- jak podaje autorka przepisu a ja całkowicie się z nią zgadzam :)
SMACZNEGO!
piątek, 2 października 2009
Kombaksior

Pomysł zaczerpnęłam ze stronki www.etsy.com Duuużo fajnych rzeczy także do kupienia. Oczywiście wszystko ręcznie robione. A teraz? Właśnie w tym momencie robię chlebek/bagietki z przepisu, który podesłała mi Siora. Troszku go zmodyfikowałam. Hmmm... w sumie modyfikacja polegała na innej mące i mniejszej ilości czosnku, ale zawsze coś ;) Wieczorkiem dodam owo cudo ... lub napiszę, że nie wyszło, bo i tak może się zdarzyć ;)

niedziela, 26 lipca 2009
Oficjalnie !
piątek, 17 lipca 2009
"Mój fitness"
- makaron wczorajszy ;) (badź ugotowany al dente)
- oliwa z oliewek (4 łyżki),
- przyprawy (sól, czosnek, szczypiorek, oregano, natka pietruszki, bazylia, papryka słodka, chili); jeżeli mamy świeże zioła to tym lepiej.

SZMACZNEGO !!
wtorek, 14 lipca 2009
Raz dwa trzy, raz dwa trzy ...
Zgodnie z powyższym postanowieniem dzisiaj bób. Taki zwykły. Gotowany w osolonej wodzie. Prościzna więc nie ma co zamieszczać przepisu :) I cukinka, smażona. Wiem wiem ... kalorie lecą, ale zdrowe bo cukinka:)
A cukinię zrobię tak: obtoczę w roztrzepanym jajku i podsmażę na rozgrzanej oliwie. Oczywiście wcześniej na oliwie podsmażę lekko rozgnieciony czosnek, żeby przeszła jego smakiem i zapachem. Mniaaaaaaaaaammmm ...
A wieczorem Kochanie, który mnie wspiera w odchudzaniu (pewnie tylko dlatego, żebym na kogoś innego pieniędzy nie wydawała ;P ) kupi mi płytkę z ćwiczonkami. Pożyjemy zobaczymy czy się ziści, hi hi … Będzie skakanko!
poniedziałek, 13 lipca 2009
Jupiiiiii ...
Skomponowałam też lekką zupkę z moich ulubionych kurek. Nie bardzo pamiętam co tam nawrzucałam więc napisze tak mniej więcej.
Więc:
- 2 garście kurek,
- 2 cienkie plasterki boczku wędzonego (lub jakaś wędzona wędlinka)
- jedna marchewka,
- jedna pietruszka,
- jedna nieduża łodyżka selera naciowego,
- ząbek czosnku,
- łyżeczka sosu sojowego ciemnego,
- łyżka oliwy,
- łyżeczka masła,
- łyżka śmietany,
- sól, pieprz, zioła

W garnku rozgrzewamy oliwę, wrzucamy rozgnieciony ząbek czosnku. Gdy oliwa przejdzie zapachem czosnku wrzucamy kurki i podsmażamy je. Dodajemy pokrojony w drobną kostkę wędzony boczek (bądź wędlinę). Gdy boczek dobrze się podsmaży wrzucamy pokrojone w kostkę warzywa. Podsmażamy wszystko przez ok. 5 minut i zalewamy wodą. Aha! Zapomniałam wspomnieć, że ilość składników wystarcza na 2 porcje, więc zalewamy taką ilością wody żeby starczyło na dwa gardła ;) Wszystko gotujemy aż warzywa zmiekną. Pod koniec gotowania dodajemy łyżeczkę sosu sojowego ciemnego, solimy, pieprzymy i dodajemy zioła według upodobania. Ja dodałam suszone oregano i odrobine majeranku. Dodajemy masło i łyżkę śmietany. Gotujemy jeszcze pare minutek i ... wykładamy do talerzy :)
Zupka ma troche inny, niecodzienny smak, ale mam nadzieję, że będzie smakować :)
SMACZNEGO! :)
niedziela, 12 lipca 2009
Ehhh ...
Aha ... Jednej rzeczy nauczyłam się ostatnio... i nawet powstała wierszo-rada ... "Nie dotykaj głową kaloryfera, gdy podłączasz kable do komputera". Doświadczenie lekko spięciowe, więc przestrzegam :)
A tym czasem idę podelektować się herbatką, która ma spalać te wszystkie zbędne kaloryje ;)
środa, 8 lipca 2009
No to zaczynamy od nowa ...
My tzn. ja i moja Sister. Cel może nie jest za wielki bo ino 2 kilo w miesiąc ale ... po nitce do kłębka :) Ja zrzucam kilogramy pociążowe a Siora przedciążowe ;D W razie niepowodzenia trzeba będzie kupić ciucha tej wygranej :) Mam lekkie obawy więc w razie "wu" zaczynam odkładać pięniążki heh ;)
A więc do startu ...
środa, 11 lutego 2009
Muffinki czekoladowo-orzechowe
Muffinki to najprostsze ciacha na świecie. I można z nich zrobić nie tylko ciacha... Kiedyś jadłam muffinki z serem żółtym i z szynką, ale za cholerę nie pamiętam gdzie się podział ten przepis :) Więc teraz muffinki w wydaniu czekoladowo-orzechowym. Przepis znalazłam na foody.pl

Składniki:
- 2 szklanki mąki
- 1 łyżka proszku do pieczenia
- 2 łyżki cukru
- 1 łyżeczka soli
- 1 duże jajko
- 1 szklanka mleka
- 1/2 szklanki masła
Dodatkowo:
- tabliczka gorzkiej czekolady
- 1/2 szklanki orzechów włoskich
Przesiać mąkę, proszek, cukier i sól do jednej miski. W małej misce połączyć jaja, mleko i olej, używając trzepaczki. Miksturę dodać do suchych składników i mieszać. Dodać posiekane orzechy i pokruszoną czekoladę, wymieszać. Niezbyt dokładnie - bardzo ważne, żeby po prostu te suche składniki były ledwie wilgotne i wszystko nie za bardzo wymieszane. Przełozyć łyżeczką do formy - każdą dziurę wypełnić do dwóch trzecich. Piec w 200stopniach przez 15-20 minut, aż będą złotobrązowe. Zostawić do całkowitego ostygnięcia.
środa, 4 lutego 2009
Świeża sałatka warzywna

- ogórek
- sałata lodowa
- pół pęczka szczypiorku
Sos:
- 5-8 łyżek stołowych oliwy z oliwek lub oleju
- nieduży ząbek czosnku
- 2 łyżeczki soku z cytryny
- łyżeczka musztardy (można próbować z różnymi rodzajami, ja użyłam musztardy kremskiej)
- sól morska z przyprawami (ja użyłam z firmy Kamis, ale może być zwykła sól i pieprz)
Warzywa myjemy i kroimy w kostkę bądź talarki, poza sałatą, którą rwiemy na kawałki. Wszystko wrzucamy do jednej misy i mieszamy. Do przyrządzenia sosu bierzemy sobie szklaneczkę i wszystkie składniki po kolei mieszamy. Ząbek czosnku wyciskamy praską, wtedy jego smak rozejdzie się idealnie po całym sosie. Jeżeli mieszając łyżeczką musztarda stawia nam opory i robi sobie z siebie kulki w oleju, możemy użyć blendera żeby się z nią uporać. Przyrządzony sos wlewamy do warzyw i mieszamy. I na tym koniec... Łatwe prawda ?? :)
Mam nadzieję, że będzie smakowało :)
Niezbyt wyszukana to potrawa ale jakieś początki muszą być. I dodam jeszcze, że domownikom smakuje :)
SMACZNEGO !!
























